RSS
 

Nigdy tak nie żartuj, zgoda?

31 maj

Dzień był dość pochmurny. Zupełnie nic mi się wtedy nie chciało. Dawno to było, tak naprawdę nie pamiętam jaki był dzień i jak wyglądał mój zapał do wstawania i witania kolejnego poranka mojego życia. Pamiętam tylko to, że zaraz po przebudzeniu usłyszałam dźwięk komórki. Odebrałam. Szczerze nie chciałam tkwić w tej rozmowie, wolałam być obok niej, ale nie było odwrotu. Kolejny raz zastanawialiśmy się jak to jest możliwe. Nikomu z nas nie chciało się wierzyć. Myśleliśmy, że to żart. M. przecież uwielbiał żartować…

Jak minęły trzy miesiące, temat rozpłynął się w powietrzu. Zniknął z nagłówków sms-ów, rozmowy o tym ucichły. Kto chciał, to szedł zapalić znicz i upewnić się, że M. jednak nie wywinął nam beznadziejnego kawału. Pół roku temu spotkałam siostrę M. Zupełnie przypadkiem. W sumie nigdy nie miałam z nią dobrego kontaktu. Nie wiedziałam jakie ma plany na przyszłość, co zamierza robić. Kiedyś M. coś przebąkiwał o jej ślubie, ale wtedy nawet nie przywiązywał do tego większej wagi. Ślub jak ślub, ludzie przecież biorą ślub, nie była to informacja na wagę złota. Jednym uchem wpadło, a drugim wypadło i już. Teraz musiałam jakoś się do niej odezwać. Po tej sytuacji z M. nie wypadało się uśmiechnąć i przejść obok. Nawet nie była to rozmowa z grzeczności. W sumie chciałam dowiedzieć się jak się ona czuje, co teraz robi.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to złoty krążek na jej palcu serdecznym. Ucieszyłam się, że jednak chociaż to mogło dać jej szczęście. Zauważyła moje ostentacyjne spojrzenie na jej obrączkę. Uśmiechnęła się delikatnie i rzuciła datę. Szybko pogratulowałam i zaczęłam wypytywać się o wesele. Mówiła, że było skromne. Najbliższa rodzina. No właśnie, rodzina. Musiała to zauważyć. Musiała widzieć, że się głowie. Niemal identyczne daty, niemal dwie skrajności złączyły się w jedno. Chciałam szybko jakoś zmienić temat. Mimowolnie sprawdziłam godzinę na zegarku. Nie potrafiłam nic z siebie wydukać. W sumie pragnęłam się stamtąd ewakuować. Nastała krępująca cisza. K. spojrzała na mnie. Widziałam jej łzy. Zaczęła mówić. Potwierdziła mi, że między jej ślubem a śmiercią jej brata minęły dwa tygodnie. Nie mówiła o nim ciepło. Jakoś tak zupełnie bezosobowo.

-Czuję do niego żal. Obiecał mi, przysięgał mi, że zatańczy ze mną na moim weselu. Podobno szykował dla mnie jakąś niespodziankę na ten dzień. Miała być sala pełna gości, miała być zabawa do białego rana, ale bez niego nie miało to sensu. Najmniejszego sensu. Uważałam go za wzór, za mojego bohatera. Studia, praca, siłownia, gotowanie, pasje, dbanie o wszystkich wokół. Po co mu to? Skoro jedna jedyna rzecz skróciła jego życie. Mógł chociaż poczekać i spełnić obietnice. Mógł wtedy odmówić sobie, mógł pomyśleć jak bardzo go kocham, jak bardzo pragnę, by nie skracał sobie życia.

Miałam wrażenie, że cały ten potok słów wypowiedziany na jednym oddechu przypominał bombardowanie miasta. Co on najlepszego narobił. Tak starannie wydłużał sobie życie, by ostatecznie skrócić je w takim momencie i to takim czymś. M., dobrze, że już więcej tak nie zażartujesz. Jeszcze chwilę porozmawiałyśmy. Zaczęło kropić. Uściskała mnie na odchodne i pobiegła w kierunku skrzyżowania. Stałam jeszcze przez chwilę w tym samym miejscu. Krople deszczu coraz częściej oblewały mój policzek. Spojrzałam się w niebo…

Po powrocie do domu nie mogłam jakoś się skupić. Dziwne to wszystko było. Dziwne, że był na tyle głupi, by na własne życzenie zejść ze sceny życia, by tak bardzo skrzywdzić ją, ich, tamtych, nas wszystkich. M., kiepski ten Twój ostatni żart. Szkoda, że nie da się go już naprawić…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ludzie

 

Tego się nie traci.

20 mar

Zwalniam. Teren zabudowany. Obok przejeżdża mężczyzna na rowerze. Mijam samochody. Światło czerwone. Ludzie przebiegają przez pasy. Kobieta w czarnym płaszczu zbiera cytryny z chodnika, jakoś mało wytrzymałe te reklamówki. Wyglądam przez szybę. Szybko mrużę oczy. Słońce dzisiaj nas rozpieszcza…

Przeciskam się przez tłum ludzi. Odwracam głowę, brama dawno została w tyle. Pachnie wiosną. Po prawej korty tenisowe, ale nikt nie gra. Po lewej mijam piekarnię. Tuż obok znajoma już twarz sprzedaje kwiaty w doniczkach. Uśmiecham się i idę dalej. Telefon. Znowu ktoś dzwoni. W słuchawce słyszę przyspieszony oddech. Krótkie pytanie, szybko odpowiadam. Oddech zaczyna się normować.
Z zaciekawieniem patrzę na zegarek, czas naprawdę pędzi nieubłaganie.
Swój wzrok kieruję w stronę dobrze znanych mi okien. A może nieznanych? Minęło w końcu siedem lat. To chyba dużo. Prawda, że dużo? Uśmiecham się przez łzy, choć w sumie żadna nie poleciała, ale odruchowo i tak wycieram policzek. Odpalam auto. Silnik tak cicho do mnie mówi. Wrzucam bieg. Znam każdą ulicę. Każdą ulicę, którą mijam. Kiedyś jeździliśmy tam po rogale. Kiedyś… Minęło już trochę lat. Nie czuję smutku, piękne wspomnienia. Podjeżdżam pod bramę. Pięćdziesiąt kroków przed siebie i odbijam w lewo. Zatrzymuję się. Nawet trudno wypowiedzieć wtedy jakieś słowa. Po prostu dziękuję, ale to chyba za mało.
Dźwięk komórki- sms. Daję sobie piętnaście minut, choć wystarczyło dziesięć. Wysiadam z auta. Może raczej wybiegam. Jest! Czarne spodnie, czarna kurtka. Niekompletny, poodklejany, ale i tak zrobił na mnie wrażenie. Choć tego głośno nie powiem. W sumie chyba wiele rzeczy głośno nie powiem, może po prostu już nie wypada. Tak, nie wypada. Bo po co?
Znowu ławka. Tym razem inna. Jest Słońce, grzeje dość mocno. Czarnej kurtce nie zaszkodzi. Musiałoby być ponad 700 stopni na plusie- w przeciwnym razie jest niezniszczalny.
Dźwięk syren. Czarna kurtka w sekundzie wie kto, gdzie i po co jedzie. Podobno wyższe tony mają wozy techniczne. No i kto mi jeszcze powie, że strażacy nie są dzielni? Nikt.
Przepowiednie? Jedna już się spełniła. Jaka jest następna? Chyba ona nie powiedziała. Czarna kurtka też pewnie jej nie pytała.
Wziął do ręki kabelek, założył na nadgarstek. No dobra, coś obiecał. Nawet dał dwie obietnice. Pamięta? Na bank, jestem tego pewna. Przecież braci się nie traci, w końcu my -kumple.

Wyruszam w trasę. Obok mnie przejeżdża czerwone BMW-u. Jadę dalej. Poboczem idzie chłopak, niesie bukiet róż. Staję na światłach. Przez pasy przebiega wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna. Wracam do domu. Biorę do ręki atlas świata. Bardzo chcę podbić świat. Otwieram drzwi. Mocno się wtulam. Dobrze jest  mieć z kim podbijać ten świat…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ludzie

 

Patrzę na niego z uśmiechem.

30 gru

Cześć. Piszę to do Ciebie. Piszę to do Was wszystkich. Jeśli to czytasz, to uśmiechnij się choć na moment i wspomnij najpiękniejsze chwile tego roku.

Patrzę na niego z uśmiechem. Ma łzy w oczach. Jest już bardzo zmęczony. Wie, że nie da rady przetrwać ani jednego dnia dłużej. Nie namawiam go, nie zatrzymuję. Niech staruszek idzie odpocząć.  Pozwalam odejść dacie, nigdy nie pozwolę odejść tym wspomnieniom.
Huk fajerwerków, telefony, smsy, tort, szampan i głośne ,,sto lat”. No i zaczął się, jest i on – 2015 rok. Wstaję ledwo żywa, biorę kąpiel. Powoli przypominam sobie w jakiej rzeczywistości żyję. Wycieram łzę, która spływa po moim policzku i zatrzymuje się w okolicach kącika ust. Mam w sobie takie nieprzyjemne uczucie. Kiedy ono minie? Czy już będzie zawsze? Czuję przerażenie. Mija pierwszy dzień stycznia, drugi, trzeci, czwarty… Już nie ma żadnej łzy. Dość szybko minęło. Uśmiecham się. Czyli to jednak nic wielkiego. Właśnie na nowo odkryłam jaki świat jest piękny.
Wsiadam do pociągu. Poznań. Nie mogę przestać się śmiać. Moja bratnia dusza też jakoś nad tym nie panuje. Zaczynamy! Rozpoczyna się seria przypadkowych spotkań, nieprzypadkowych znajomości.  Tańczę w klubie. Zatańczymy?
I właśnie to jest ten moment. Zaczęło się! Dużo marzeń, dużo spełnienia marzeń. Dziękuję. Dziękuję też sobie, że się odważyłam.
Każdy kolejny miesiąc przynosi mi nowe doświadczenia. Ktoś pojawił się w moim życiu, ktoś zniknął. Ktoś zawiódł, ktoś zapomniał, ktoś ciągle walczy o uwagę. Spełniam swoje marzenia, próbuję nowych rzeczy. Czuję się naprawdę szczęśliwa. Jestem szczęśliwa. Odżyłam. Każdy mi to mówi. Wspinam się coraz wyżej, rozwijam się. Rosną mi skrzydła, piękne uczucie.
Spoglądam w lustro. Nie mogę uwierzyć. Uśmiecham się. Cieszę się. Cieszę się jak dziecko, że w końcu jest tak jak być powinno. Cieszę się, że w końcu nie jest tak jak być nie powinno.
Przychodzi grudzień. Dość ciepłe Święta. Wigilia. Robi się późno. Dźwięk komórki. Naprawdę? Mogłabym liczyć na życzenia od miliona innych osób, ale nie na takie życzenia od…  Uśmiecham się, odpisuję, odkładam komórkę i szepczę, że przecież już nie będę musiała się zawodzić.
Przedostatni dzień roku. Słyszę pytanie czy przyszły rok będzie lepszy? Podnoszę głowę, uśmiecha się do mnie, patrzę mu w oczy. Nie odpowiadam, choć czuję, że na pewno będzie wyjątkowy. W końcu stereotyp BMW-u się nie sprawdził, więc…
Kilka chwil i zaczyna się ostatni dzień tego roku. Znowu wyjeżdżam. To jak będzie z tymi wyjazdami? Za kilka godzin odpowiem.

Słowa potrafią mieć naprawdę niezwykłą siłę, dlatego szczególnie dziękuję pięciu osobom, które dokładnie wiedzą kto był, kto jest, a kogo już nie ma w  moim życiu, które znają prawie każdy szczegół mojego życia z tego roku i nie tylko z tego. To był cudowny rok, który przeżyłam świadomie, który był moją największą wygraną. Dziękuję!

Życzę wszystkim wielu wspaniałych chwil w tym nadchodzącym Nowym Roku, ale przede wszystkim odnalezienia w sobie szczęścia, poczucia piękna życia i spełnienia.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Najbardziej k… Kochają?

20 lis

Cześć, piszę właśnie do Ciebie. Nie udawaj, że nie wiesz. Chyba że po prostu nie chcesz wiedzieć? Na zewnątrz zimno, ale przyjemnie. Wewnątrz ciepło, trochę za ciepło. Wychodzę. Rozglądam się. Ciemno, nikogo wokół. Wracam do środka. Mam wrażenie, że czegoś szukam. Sama nie wiem czy cokolwiek znajdę…

Kiwnięcie głową. Jestem zdziwiona. Chodzi o mnie. Wychodzę, w sumie po raz kolejny. To jest przypadkowa rozmowa, przypadkowe spotkanie. Aż wydaje się to dziwne. Szukam dalej, jestem coraz bliżej zguby. Choć może tak naprawdę nigdy niczego nie zgubiłam?
Huśtawki są mało wygodne, ale nocne rozmowy na nich są naprawdę w porządku. Jest magicznie. Jest ciemno. Noc chce mi coś powiedzieć. Mówi, ale ustami drugiej osoby. Słabo Cię widzę. A Ty, jak mnie widzisz? W końcu ta sama wada. Mijają godziny. Warto wrócić do domu, jest już późno. Tej nocy wypowiedziałam tysiące słów. A może jeszcze więcej słów usłyszałam. A może wyszło ich tyle samo?
Mijają kolejne noce. Słów przybywa. Zaraz wyjdą ich miliony. Poznaję Ciebie. Poznaję? Nie. Po prostu tak mi się tylko wydaje. Wydaje mi się, że poznaję.
Jest! Nareszcie. Na zewnątrz zimno, ale przyjemnie. Głupi wiatr, łzy lecą jak opętane. Tak jedna po drugiej. Bez powodu, może trochę ze wzruszenia. Niebiesko-biała krata. I bam! Jestem szczęśliwa. Czuję ciepło, choć wokół zimno. Nie puszczam ciepła. Nie puszczam i już, ale w końcu przecież trzeba. Siadam. Mogłabym tak siedzieć do końca życia. Byłby problem jakby przyszła zima! O, są łabędzie. Kaczki też są. Wszystko jakoś tak szybko wokół się zmienia. Prawda, że szybko? Dla Ciebie też? Chyba tak, chyba dla Ciebie też.
Wyruszam w trasę. Przejeżdża obok mnie wóz strażacki. Strażacy są naprawdę dzielni. Podziwiam ich. Są bohaterami. Ciekawe kim chcieli być w dzieciństwie? Czy od zawsze ratowali ludzi? Czy będąc nastolatkami ratowali w wypadku autobusowym szesnaście osób? Czy robili kiedyś komuś zastrzyk? Czy zawsze byli tak niesamowici? Chyba tak. Na pewno tak.
Jadę dalej. Obok przejeżdża motor. Pędzi dość szybko. Jeszcze niedawno mówiłam, że na niego nie wsiądę. Mówiłam, że nie pojadę na motorze na wakacje. A jak jest naprawdę? Tak naprawdę, to bardzo o tym marzę. Chciałabym wtulić się w to ciepło i pędzić. Czuć jedynie wiatr. Czuć szybkość, czuć, że zatrzymuje się czas. Ale jeszcze nie jest na to czas. Jeszcze nie teraz. Przecież ciepło nie jest na to gotowe. Słyszałam te łzy i wiem, że jest za wcześnie.
Poboczem idzie chłopak. Niesie gitarę. Rozmarzyłam się. Wyobrażam sobie lato, ognisko, las i wodę. Trawa jest trochę mokra, ale jakie to ma znaczenie? Coś się ruszyło. Spoglądamy na wędki. Nie, na rybę jeszcze będziemy musieli poczekać. Śpiewamy, śmiejemy się. W lesie jest najlepiej. W lesie są wilki. Na początku pojawia się tylko jeden wilk. Później wokół niego pojawiają się trzy kolejne.
Staję na światłach. Przez pasy przebiega blondyn. Na ramieniu ma zarzuconą sportową torbę. Pewnie biegnie na trening. Może boks? Jest dobrze zbudowany, na pewno jest silny. Na pewno zawsze staje w obronie słabszych, w obronie bliskich. Na pewno nie da zrobić nikomu krzywdy. Imponuje mi.  Odpala papierosa. Z papierosem jakoś mu do twarzy, ale przecież mu tego nie krzyknę.
Wracam do domu. Biorę do ręki atlas świata. Upada. Upada obok moich stóp. Otwieram mapę. Duże fale, świeże powietrze. Stoimy obok siebie. Czuję ciepło. Jestem przy tym cieple bezpieczna. W powietrzu zapach tytoniu. Przecież to niezdrowe, choć temu ciepłu to pasuje. Ale przecież na głos tego nie powiem. Mimo że pali, przytulam się do ciepła. W sumie ten dym tak naprawdę mi nie przeszkadza. Trochę udaję, żeby pomóc ciepłu z tym skończyć. Nabieram powietrza do płuc. Widok jest niezwykły. Zobaczyliśmy zorzę polarną, nasze marzenie spełnione. Później podbijamy świat – Chiny, Toronto. Jestem szczęśliwa, czuję się bezpiecznie.
W końcu znaleźliśmy się na grających schodach. Woda rozbryzguje się o betonowy murek. Jest ciepło, niebo robi się pomarańczowe. To właśnie tam są najpiękniejsze zachody Słońca. Do tej pory każde z nas było tam na własną rękę, a teraz jesteśmy razem.
Bardzo chcę podbić świat. Ciepło nawet chciało to zrobić ze mną, przynajmniej tak mi obiecało. W ogóle to ciepło obiecało mi naprawdę wiele rzeczy. Prosiło mnie też o wiele rzeczy. Prosiło o zaufanie. Zaufałam.

Pisałam to właśnie do Ciebie. Nie udawaj, że nie wiesz. Chyba że po prostu nie chcesz wiedzieć? Byłeś moim bohaterem, jesteś anty bohaterem, a będziesz… A może łobuzem? Sam tego przecież chciałeś, bo łobuzy najbardziej k… Kłamią?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Ludzie, Uczucia, Życie

 

Kątomierz zmian.

15 wrz

Piękny dzień. Trochę pochmurny, trochę słoneczny. Jakiś zabiegany, ale bardzo przyjemny. Naprawdę dobry dzień.

Wysiadam z auta. W torebce nerwowo szukam portfela. Nie ma, wyparował, a raczej został w domu. Spóźnię się. Muszę zapłacić za parking. Głupie pięćdziesiąt groszy. Przeszukuję kieszenie, żadnych drobniaków. Nawet w torebce nie zawieruszyła się żadna pięćdziesięciogroszówka. Pech. Szybka selekcja ludzi. Głupio mi. Podchodzę do starszej kobiety. Z uśmiechem na twarzy uratowała moją krytyczną sytuację. Jednak mam szczęście. To jest naprawdę genialny dzień.
A co gdyby tak nagle wszystko się odwróciło? Gdyby wszystko się zmieniło o całe 180 stopni? Gdyby ten genialny dzień skończył się źle? Mogłabym wtedy usiąść i… Płakać? A może śmiać się? W sumie mogłabym też nic nie robić. Lepiej jednak robić coś niż nic. Sama już nie wiem. Chyba jednak dalej byłoby dobrze. Tak, jest dobrze.

Właśnie to bardzo cenię w życiu. Cenię to, że w ciągu dnia, w ciągu godziny, a w sumie w ciągu minuty, po chwili kilku wypowiedzianych słów wszystko może się zmienić.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Ludzie

 

Bajka.

24 cze

Zaczynaliśmy raczkować. Nawet i to nie szło nam zbyt dobrze. Między nami było… Może za mało było…

Zaczęliśmy stawiać pierwsze kroki. No i wtedy dość łatwo poszło. Po prostu każde wzięło swoje zabawki i ruszyło w swoją stronę. Naprawdę łatwo poszło. Ruszyliśmy przed siebie, by zdobyć świat, ale każde z nas miało już to zrobić na własną rękę.

Choć Ty już przecież go zdobyłeś. Ale jak raczkowaliśmy, to nic mi o tym nie powiedziałeś. Nie chwaliłeś się.

Rozmowa? Nie. Po co? Choć wciąż rozmawialiśmy.  Dotrzeć do siebie nie potrafiliśmy, a może chcieliśmy. Chcieliśmy na już, a i tak wszystko przeciągaliśmy w czasie.

Gdy mówiłeś, chciałam Cię słuchać. Wiedziałam, że i Ty mnie wysłuchasz. Ale tak naprawdę, to marzyłam, że jednak nie będziemy tonąć w słowach.

Co zrobiliśmy? Nic. Podchodzi pod rezygnację.

Podobno czasem boimy się podjęcia decyzji. Może to prawda? Choć ja już zadecydowałam. Bo ile można?

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Ludzie

 

Gra.

31 maj

Mówią zwykłe cześć. Uśmiechają się, przechodząc drugą stroną ulicą. Wiem, że już na wejściu każą mi smakować garść kłamstw. Serwują je niczym deser. Mam może jeszcze podziękować? W cholerę z tym. Niech sami się nimi obżerają. Ja rezygnuję.

Mówią Asia. Uważają, że znają mnie tak dobrze. Myślą, że jest w porządku. Myślą, że u mnie jest wręcz wyśmienicie. Może i się nie mylą. Myślałam, że przed nami jeszcze wiele godzin rozmów. Wiele śmiechu, wiele wspomnień. Ale teraz chyba w głębi duszy dziękuję, że jednak zrezygnowali z poznania mnie. Dziękuję, że nie pytają, co jest we mnie. Byłoby jeszcze więcej fałszu. Teraz jest tylko sztuczna serdeczność. Jest sztuczność.  Może tak wypada? Przedstawienie trwa. Mijamy się na ulicy, w sklepie, gdziekolwiek. Znamy swoje imiona. Nic więcej o sobie nie wiemy. Kolejnej szansy nie daję. Dostaną ją nowe twarze. Ciekawe tylko czy je wykorzystamy…

Mówią, że robię głupoty. Są szczerzy do bólu. Czasem się kłócimy albo może i nie. Mówią, że i tak zawsze będą obok. Wycierają łzy i dzielą każdy uśmiech. Kolejne lata razem mijają. Poznaliśmy się przypadkiem albo i nie. Życie osobno nie wchodzi w grę, bo między nami nie ma nawet żadnej gry. Mówią Asia, to wiedzą wszystko. Porównać to można do książki. Przed nimi otwiera się wielka księga. Nigdy nie zadawalali się samą okładką. Dziękuję.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ludzie

 

Zaufać sobie.

07 kwi

Wiosna. Zapowiadała się niezła, okazała się zmienna. Trochę mnie to irytuje. Raz jest tak, za innym razem siak. Dzisiaj słonecznie, niedawno śnieg, jutro zimno, a za tydzień deszcz. Może w końcu się ustabilizuje. Znowu wszystko zaczęło budzić się do życia. I niech już tak zostanie.

Co z nami jest nie tak? Czasem mam wrażenie, że wszystko. Choć wiem, że tak tragicznie być nie może. Za jakiś czas myślę sobie, że jesteśmy idealni. Ta nasza idealność to zmienność, strach, uczucia. Ale dalej boimy się wszystkiego. A chyba najbardziej boimy się siebie i swoich emocji.
Listopad. Kilka lat wstecz. Siedzę w pokoju. W ręce telefon. Wybieram numer i dzwonię. Szybko się rozłączam, bo nie ma sensu. Co powiem? Że chciałabym… No właśnie. Sama chyba nawet nie potrafię dokończyć tego zdania. Chyba sama nie wiem jak mogłabym je dokończyć. Odkładam telefon. Podchodzę do okna. Pada, jest szaro i nieciekawie. Znowu myślę. Zastanawiam się. Wypada czy nie? Może jednak zadzwonię. Może pojadę. Tak, zbieram się. Idiotka! Nie ma mowy, zostaję. Może jutro. Albo za tydzień. Nie jadę wcale. Choć bardzo chciałam. Myślenie i kalkulowanie odebrało mi te chęci.
Kwiecień. Kilka dni temu. Siedzę w pokoju. Na kolanach laptop. Stukam w czarne kwadraciki. Śmieję się. Wspominamy. Mamy się spotkać. Odbijemy sobie tamto spotkanie. Choć w sumie tego nie chcę. Rezygnuję. Nie będę się zastanawiać. Nie będę znowu myśleć i analizować. Zrobię sobie tylko mętlik w głowie. Czuję, że nie mam ochoty. Nie jadę. Zostaję. Mądra decyzja!
Za dużo myślenia. Czasem mam wrażenie, że wszystko kalkulujemy. Obawiamy się swoich emocji. Obawiamy się swoich chęci. Obawiamy się siebie. Nie ufamy swoim decyzjom. Zupełnie nie ufamy swoim odczuciom. Zapala nam się czerwona lampka. Pojawia się komunikat. Komunikat głupi, ale z łatwym przekazem: ,,ZASTANÓW SIĘ”. Najlepiej niech to trwa tydzień. A w sumie to i miesiąc. Zasada jest prosta. Im dłużej tym lepiej. A co będzie po miesiącu? Nic już nie będzie. Prawdopodobnie pozostanie niedosyt. I dalsze zastanawianie się, a raczej gdybanie. Gdybanie, co by było gdyby miesiąc temu… I takiego wała. Nie dowiesz się. Za późno. Przebudzenie przyszło po prostu  za późno.

Może czas zaufać sobie. Czas choć w minimalnym stopniu oddać się emocjom. Szkoda nawet jednego dnia z życia na myślenie i bujne analizowanie sprawy. Nie ma sensu tłumić emocji i odczuć…

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Ludzie

 

Czarny z białym.

29 mar

Pada, kapie, wali o parapet. Parasol w dłoń, skok przez kałużę. Ładna mi wiosna. A w cholerę z taką pogodą. Nic mi się nie chce, a muszę dużo. Ziewam. Dobra, biorę się w garść. Na spanie przyjdzie czas. Czas nocy.

On. Normalny, trochę dziwny. Stuknięty. W sumie nienormalny. Czasem denerwujący i irytujący. Kochany. Pobija rekordy. Pięćdziesiąt połączeń nieodebranych. Dużo wiadomości, jest ich wszędzie. Martwi się i walczy o uwagę. Nigdy nie pozwoli na spokój.
Ona. Normalna, trochę dziwna. Nie będę o niej pisać. Po prostu nie wypada . Zresztą trudno mi o niej mówić. Niech ktoś inny się wypowie.
Oni. Normalni, bardzo dziwni. Nienormalnie nienormalni razem. Nikt ich nie zrozumie. Różnie bywało. Na początku było inaczej, teraz jest tak. W sumie z dnia na dzień wszystko się zmieniło. Zadzwonił, później ona zadzwoniła. Dzwonili razem, rozmawiali. Nauczył ją, że nic nie jest ani czarne, ani białe. Najczęściej jest szare.
I w sumie faktycznie, czarny miesza się z białym. Można myśleć, układać sobie od początku, a i tak dalej to wszystko jest szare.

Może mniej myślenia, mniej zastanawiania się da odpowiedź. Może czas pomoże…

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Ludzie

 

Po(d)słuchaj.

24 mar

Popołudnie. Bardzo przyjemne. Patrzę na zegarek. Godzina kolejna minęła. Naprawdę? Tak, dokładnie. Czas gna, nie cofa się. Czyli co to znaczy? Nic. Poważnie? Nie! Trzeba go szanować.

Ostatnio ktoś mi powiedział, że… Jak to było? Że poznanie człowieka… Nie. Że…  Już wiem! Podobno,  dopiero poznanie reakcji człowieka w różnych sytuacjach życiowych pozwala stworzyć prawdziwy obraz jego wewnętrznego ,,ja”. Przesłanie piękne. I wiecie co? I ja głupia łyknęłam to. Nabrałam się. Uwierzyłam jak dziecko! Głupota!
Nie trzeba setek spotkań. Nie trzeba sprawdzania się. Nie trzeba milionów słów, by poznać drugą osobę. Nie trzeba udawania. Nie trzeba docierania do siebie. Wystarczy przeczyścić uszy i słuchać. Słuchać słów, a przede wszystkim ciszy. Słuchać dotyku, oddechu, serca. Słuchać o czym mówi i jak mówi. Słuchać kiedy przestaje mówić i dlaczego nic nie mówi.  Czasem wystarczy dzień. Albo tylko jeden wieczór. Ewentualnie dwa. No dobra może i trzy.
Nie trzeba znać rytuałów drugiego człowieka. Nie trzeba znać rozpiski dnia. Nie trzeba rozmawiać z nim codziennie. Nie trzeba znać jego przeszłości, by dowiedzieć się jaki jest teraz.

Nie wierzycie? Szkoda. Wystarczyłoby tylko posłuchać…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Ludzie