RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2013

Dźwięki, brzmienia i wspomnienia.

28 wrz

Dzień zapowiadał się relaksująco pracowity, ale w końcu trzeba coś w tym życiu robić, a nie siedzieć zgarbionym przed telewizorem i tylko marudzić. Zresztą pogoda zachęcała do działania, bo obyło się bez porannego deszczu. Nucąc pod nosem wymyśloną na poczekaniu melodię, lekko zaspana, poczłapałam do łazienki. Uznałam, że nawet zwyczajne mycie zębów może być świetnym sposobem na skomponowanie dość oryginalnej muzyki. Szybko jednak stwierdziłam, że ten specyficzny rodzaj brzmienia nie dałby mi szerokiego grona słuchaczy. Przykre, prawda? No cóż, takie życie. Całe szczęście na świecie jest muzyka, która serwuje nam prawdziwie piękne dźwięki, w porównaniu do tych powstałych podczas porannej toalety…

Muzyka. Czym jest? To tylko dźwięki? Może dźwięki wypełnione emocjami? Trudno precyzyjnie zdefiniować. To przecież coś więcej niż puste brzmienia i  to dużo więcej, prawda? No przypomnijcie sobie chociażby Wasz ulubiony kawałek. Ile w nim jest uczuć, ile skrywa wspomnień, pewnie przypomina Wam wiele cudownych chwil, a może też i kilka gorszych momentów. Chyba mam rację.
Wczoraj miałam okazję pójść na koncert w dość kameralnym gronie. Zasłuchana w niesamowite wykonanie piosenek, zdałam sobie sprawę, że dźwięki, które wirowały gdzieś pomiędzy głowami słuchaczy, przenikały moje wnętrze i były przyczyną wielu niesamowitych przeżyć. Zresztą wydaje mi się, że muzyka naprawdę jakoś tam wpływa na ludzką psychikę i ogólnie na nasze samopoczucie. Pomyślcie sobie, że w Waszych głośnikach leci przytłaczający kawałek, mówiący o cierpieniu, niespełnionej miłości i innych uczuciach zniechęcających do życia. No i jak się wtedy czujecie? W najlepszym przypadku człowiek pakuje się do łóżka i zostaje w nim już do końca dnia, a w najgorszym zaczyna wielkie rozważania o sensie naszej ziemskiej wędrówki. Od razu (nie) chce się żyć… No dobrze, więc wygrzebujemy się z tych przytłaczających klimatów i przywołujemy na myśl szalony, pełen pozytywnej energii utwór, który od razu porywa nas do tańca. I co? Teraz przed oczami pojawia się morze, plaża, palmy, drinki i wszystko to, co dla każdego z nas przyjemne i miłe, prawda?
Każdy dźwięk wyzwala we mnie wiele uczuć. Lubię usiąść i poczuć pod opuszkami palców zimno czarno-białych klawiszy. Lubię też wtedy usłyszeć siebie, bo wiem, że to co gram jest odzwierciedleniem mojego stanu psychicznego. Wiem, że jest w tym prawda i są w tym emocje i to jest w tym najpiękniejsze. A oprócz tych wzniosłych emocji, przeżyć i podobnych skojarzeń, nie ma się co oszukiwać, że muzyka jest wspaniałą kompanką w czasie zabawy i chyba nie ma co do tego większych wątpliwości…

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że muzyka jest widoczna prawie wszędzie i prawie zawsze. Nawet absurdalnie nieciekawe dźwięki mogą być początkiem wspaniałego utworu, naprawdę! Teraz to już chyba pozostało mi tylko zachęcić Was do posłuchania jakichś piosenek, które wywołują same pozytywne emocje.

No to co, zaczynamy słuchanie nas samych poprzez muzykę…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka

 

Kręte drogi, ścieżki, ludzki upór.

23 wrz

Podobno powrót do codzienności bywa bolesny i dołujący. W sumie teraz wydaje mi się, że jest w tym jakieś ziarno prawdy, bo niby co miłego może być w powrocie do tego, co znane i zwyczajne? Chyba nic. W dodatku ta beznadziejnie beznadziejna pogoda i nocny maraton z bólem głowy. Brzmi zachęcająco, prawda? Człowiek od razu nabiera niechęci do życia i nie widzi głębszego sensu w zrzuceniu z siebie ciepłej kołdry i koca. Słysząc krople deszczu, które z coraz większą siłą uderzały o parapet, wyłączyłam budzik i z wielką przyjemnością wtuliłam głowę w miękką poduszkę. W ten oto miły sposób zaczęłam swój nowy dzień…

W czasie śniadania zaczęłam się zastanawiać czy wyłączenie barbarzyńskiego budzika nie było przypadkiem spowodowane brakiem wytrwałości w działaniu. Skoro poprzedniego dnia zdecydowałam, że wstanę o danej godzinie, bo będę musiała  zrobić to, tamto i siamto, to nagła zmiana planów z dość błahych przyczyn, bo kto mi niby powie, że zmęczenie po 4 miesiącach wakacji zalicza się do powodów rangi wysokiej, jest wynikiem po prostu braku konsekwencji. Może faktycznie, przestawienie budzika na późniejszą godzinę nie jest jakimś przestępstwem, ale spójrzmy na to z innej strony. Jeśli nie potrafimy być konsekwentni w takich drobnych działaniach, to nie wymagajmy od siebie tego, że będziemy zatwardziali w swoim postępowaniu dotyczącego kwestii ważniejszych. Inną sprawą jest sytuacja, w której jesteśmy zmuszeni do zmiany swojej decyzji i jest to niezależne od nas. Niestety, częściej jednak chodzi o brak zawziętości i wiary w swoje możliwości, niż o jakiekolwiek zdarzenia losowe.
Zmarznięta i zmęczona wróciłam do domu. Wydawało mi się, że 4 klasa podstawówki, to najtrudniejszy okres w życiu każdego ucznia, ale, ku mojemu zdziwieniu, z każdym rokiem było jeszcze gorzej. Wróćmy jednak do rzeczy. Nie miałam problemów z nauką, nie irytowały mnie ciągłe zadania domowe, ale te idiotyczne przedstawienia z przyrody doprowadzały mnie już po prostu do szału. Ile razy można grać bociana, żabę czy innego zwierzęcego stwora? Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę drzewem, kwiatem, ptakiem albo nietoperzem. Wytrwałam w swoim postanowieniu. Pewnego zimowego dnia sprzeciwiłam się i poprosiłam o ,,ludzką rolę”. Zadziałało, a ja byłam dumna z siebie i swojej konsekwencji w podjętej wcześniej decyzji.
Dlaczego brak nam konsekwencji w dążeniu do celów i w realizacji podejmowanych przez nas postanowień? Wydaje mi się, że nie chodzi tutaj jedynie o próżniactwo czy niechęć w działaniu. Presje wywiera na nas przede wszystkim otoczenie i cały świat zewnętrzny. Do tego dodajmy brak wiary w siebie, w swoje możliwości i potrzeba dopasowania się do środowiska. Wychodzi dość pokaźny koszyk z elementami, które składają się na zanik naszej wytrwałości. Jest w tym trochę racji, prawda?

Może czasem jednak warto się przełamać i obstawać przy swoim. Nawet jeśli nasza decyzja wymaga od nas poświęcenia, rezygnacji z jakiś przyjemności, to warto się przełamać i spróbować. Nasza wytrwałość przyniesie nam zadowolenie, uskrzydli nas i doda energii w realizacji kolejnych działań. Zresztą, co może być przyjemniejszego od pełnej satysfakcji i poczucia spełnienia przed samym sobą?

Co do mnie, to mocno wierzę, że jeszcze wiele razy w życiu poczuję się dumna z siebie i swojej konsekwencji w podjętych wcześniej postanowieniach, i że będę wytrwała w dążeniu do celów, bo do jednego z nich zmierzam od 9 lat, ale to już inna historia…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Podróże miłosne, wyprzedzanie, górskie powietrze.

16 wrz

Radość zaserwowana na dobry początek dnia jest naprawdę czymś niesamowitym. Już sam brak kropel deszczu na szybach okien napawał optymizmem. Zresztą, co niby mogło zepsuć mi dobry nastrój? Zatrzasnęłam drzwi i obładowana bagażami wyruszyłam w podróż. Wokół pędzące auta, ciężarówki, pola, ciągłe tablice informacyjne, skupienie. Gdzie w tym wszystkim czas na jakiekolwiek przemyślenia i rozważania? Gdzie w tym całym pędzie czas na cokolwiek? A gdzie czas na coś wyjątkowego i niepowtarzalnego? W mojej głowie pojawialo się coraz więcej myśli i pytań, a to zapewne za sprawą nowego miejsca i świeżego górskiego powietrza, bo przecież co innego mogło dodać mi tyle energii i chęci do działania. A może za tym wszystkim stoi bliskość drugiego człowieka…

Jadąc autostradą, a później jakąś nieciekawą drogą, na której więcej było dziur, niż odcinków względnie nadających się do jazdy, zdałam sobie sprawę jak ten świat niemiłosiernie szybko pędzi. No może nie sam świat, ale raczej żyjący na nim ludzie. Tylko powiedzcie mi po co i dokąd? Ciągłe wyprzedzanie, zmiana pasów, spoglądanie w lusterka, jakiś pośpiech i pogoń. Przerażające, załamujące i po części niezrozumiałe.
Na ułamek sekundy odwróciłam głowe w prawą stronę. Sylwetka bliskiej osoby na siedzeniu pasażera dodała mi otuchy i wywołała ogromny uśmiech na twarzy. Świat mógłby dalej galopować przed siebie, a ja mogłambym pozostać w tyle i jakoś zupełnie bym się tym nie przejęła. Było idealnie, no może prawie, bo przecież jak długo, ktokolwiek wytrzymałby przy takiej muzyce? Ale, jak to mówią, nie można mieć wszystkiego…
Wydaje mi się, że człowiek nie jest stworzony do samotności. Każdy z nas potrzebuje bliskiej osoby, która byłaby naszym powiernikiem, przyjacielem i punktem odniesienia. Nie chodzi mi tutaj o przyjaźń, bo wielu ludzi zwyczajnie w takową nie wierzy i może mają rację, zresztą kto to wie, ale przejdźmy do rzeczy. Większość z nas pragnie dzielić swoje życie z drugim człowiekiem. Chcemy założyć rodzinę, wziąć ślub lub też nie, zamieszkać razem, starać się o potomstwo i kroczyć przez naszą ziemską drogę razem. Piękna wizja, prawda? Tylko pomiędzy strachem i lękiem przed samotnością, a tymi wszystkimi dążeniami i planami na wspólne życie musi być coś jeszcze. Wydaje się, że jest to brakujący element układanki. Ale czy miłośc może być tylką elementem jakiekolwiek związku? Jak dla mnie, miłość nie jest żadnym dodatkiem, ale jest fundamentem, na którym to dopiero możemy zacząć budować swoją przyszłość.
Inną kwestią jest czy istnieje prawdziwa, jedyna i romantyczna miłość, chociaż sama nie wiem czy są to odpowiednie określenia. Zdaje się, że uczucie zakochania i namiętności powstaje w wyniku potrzeby kogoś u boku, lęku przed samotnością, przywiązania, wspólnie spędzonego czasu, wzajemnej akceptacji, zrozumienia i zauroczenia. A może naprawdę jest na świecie ta miłość idealna, która odbiera nam rozum, uskrzydla nas i wznosi nas na wyżyny? Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć sami.

,, Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się miedzią dźwięczącą
lub cymbałem brzmiącym.
Gdybym posiadał dar przemawiania z natchnienia Bożego
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadł wszelką wiedzę,
i wiarę miał taką, żebym mógł góry przenosić,
a miłości bym nie miał,
niczym jestem.
Gdybym cały swój majątek rozdał na żywienie ubogich
i własne ciało wydał na spalenie,
a miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość jest cierpliwa,
uprzejma jest.
Miłość nie zazdrości, nie przechwala się,
nie unosi się pychą,
nie zachowuje się nietaktownie,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego,
nie cieszy się z nieprawości, lecz raduje się z triumfu prawdy.
Miłość wszystko znosi,
każdemu wierzy,
każdemu ufa,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
chociaż dar przemawiania z natchnienia Bożego zaniknie,
chociaż dar modlenia się w obcych językach przeminie,
chociaż wiedzy zabraknie.
Niedoskonała jest nasza wiedza,
niedoskonałe nasze przemawianie z natchnienia Bożego.
Gdy przyjdzie życie doskonałe,
niedoskonałe zniknie.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
myślałem jak dziecko,
rozumowałem jak dziecko.
Gdy stałem się dojrzałym człowiekiem,
pozbyłem się cech dziecinnych.
Teraz widzimy niejasno jak w zwierciadle,
potem zobaczymy bezpośrednio – twarzą w twarz.
Teraz poznaję częściowo,
potem poznam [całkowicie],
tak jak sam jestem poznany.
Teraz ważne są trzy rzeczy:
wiara,
nadzieja,
miłość.
A z nich największa jest miłość.”

Hymn o miłości (1 List Św. Pawła do Koryntian, 13,1-13)

Jedno jest pewna, miłość jest najpiękniejszym uczuciem jakim możemy obdarzyć drugiego człowieka i niech tak pozostanie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Uczucia

 

Kropla wody, światła, pełno chmur.

15 wrz

Kolejny dzień zachęcał mnie do błogiego lenistwa i pozostania w łóżku przez całą niedzielę. W sumie byłoby to jakieś rozwiązanie, ale szkoda mi było czasu na taką łóżkową nudę. Zaspana i ledwo żywa skierowałam na swoje ciało strumień ciepłej wody, który dość szybko pozwolił mi na powrót z krainy snów i baśni do kraju rzeczywistej rzeczywistości. Brzmi okropnie, prawda? Na moje szczęście, aż tak tragicznie nie było. Fakt, pogoda nie dodawała optymizmu i chęci do życia, ale obyło się bez większych komplikacji. Zresztą w ciągu dnia nie miałam nawet czasu na jakiekolwiek rozważania i przemyślenia. Pojedyncze myśli zaczęły pojawiać się późnym popołudniem, gdy zniecierpliwiona czekałam na zielone światło…

Czasem mam wrażenie, że chcę mieć wszystko już, tu i teraz. Chyba czasem ma tak każdy z nas. A może zawsze ma tak każdy z nas? Może każdego dnia się niecierpliwimy i czekamy na coś i kolejne minuty oczekiwania doprowadzają nas do szewskiej pasji. I co, jest tak? Zaczęło mnie to nawet trochę przerażać i zastanawiać. Jaki jest sens w tym ciągłym wyczekiwaniu, w braku cierpliwości, które de facto są starszymi kuzynami niepokoju. Zastanówmy się, co tak naprawdę czuje człowiek zniecierpliwiony? Odczuwa właśnie niepokój, który wzbudza w nim różnorakie odczucia poczynając od złości i stresu, a kończąc na lęku i podekscytowaniu. Sama byłam zaskoczona, kiedy zdałam sobie sprawę jaki wachlarz emocji otwiera przed nami pozornie mało znacząca niecierpliwość.
Padał deszcz, wycieraczki powoli rozmywały krople deszczu z szyby. Było mi niewyobrażalnie zimno i marzyłam o kubku gorącej herbaty i ściągnięciu przemoczonych butów.  Tylko ile można czekać na spełnienie tak błahych marzeń? Czy naprawdę świat uwziął się na mnie akurat w chwili mojego lekkiego kryzysu? Dlaczego te cholerne światła tak bardzo mnie nie lubią? Podjeżdżałam, stawałam, gazowałam i nerwowo zmieniałam stacje radiowe. Jakby to wszystko miało przyspieszyć czas, jakby miało mi to w czymkolwiek pomóc. Idiotyzm, prawda? Możliwe, ale te moje wszystkie działania, które można nazwać ,,przyspieszaczami czasu”, miały na celu wyładować moją złość, która powstała na skutek durnowatego zniecierpliwienia…
Braku cierpliwości towarzyszy często również stres i nieuzasadniony lęk. Pamiętacie jakiś ważny egzamin w swoim życiu czy to w szkole, czy na studiach, czy gdziekolwiek indziej? I co było po jego napisaniu? Nerwowe wyczekiwanie na wyniki, ciągłe sprawdzanie, analizowanie kolejnych zadań i wykańczający niepokój czy aby na pewno zdam, czy rezultat będzie pozytywny.
Chociaż na pierwszy rzut oka nasza niecierpliwość może wydawać się negatywnym i utrudniającym życie czynnikiem, to jednak często dostarcza nam również pozytywnych przeżyć i emocji. Wyobraźmy sobie Święta Bożego Narodzenia. Jest nakryty stół, rodzina w komplecie, dom wypełniony rozmaitymi zapachami, za oknem śnieg, a w tle lecą kolędy. Do tego pięknie przystrojona choinka, a tuż przy niej prezenty, na które czekamy już dobre kilka godzin, jak i nie dni. Najchętniej poświęcilibyśmy jedzenie barszczu i innych pyszności, by móc jak najszybciej zaspokoić swoją ciekawość i niecierpliwość, które wprawiają nas w podekscytowanie i ogromną radość…
Jednak czy brak cierpliwości tyczy się jedynie teraźniejszości i chwili obecnej? Wstyd się przyznać, ale mam wrażenie, że ja jestem niecierpliwa nawet w marzeniach. Jak to możliwe? Normalnie. Często marzę, że od razu po studiach znajdę dobrze płatną pracę, od razu wyjdę za mąż i będę miała gromadkę dzieci, a do tego nowoczesny dom i duże auto. Dobrze, że marzenia przynajmniej nic nie kosztują, bo w przeciwnym razie miałabym już pokaźny debet na koncie, ale nie w tym rzecz. Mam wrażenie, że wielu młodych ludzi, zresztą nie tylko młodych, bo nie jest to zależne od wieku, chce mieć wszystko od już, a najlepiej, żeby to ,,wszystko” było przepełnione szczęściem i brakiem problemów. Myślę, że wynika to z niepokoju o przyszłość. Brak pewności nadchodzącego jutra wzbudza chęć posiadania tego, co zapewni nam wewnętrzny spokój, a to z kolei pobudza nasze zniecierpliwienie, które idzie w parze z niepokojem i tym samym powstaje błędne koło.

Czasami warto spokojnie poczekać i porzucić niecierpliwość, która tylko potęguje w nas niekorzystne emocje. Są przypadki, w których zniecierpliwienie wzmacnia w nas bardzo przyjemne odczucia. Określenie kiedy brak cierpliwości jest czynnikiem negatywnym,a kiedy pozytywnym jest kwestią indywidualną.

To co, jutro postaram się ze stoickim spokojem poczekać na światło zielone. Nie będę wyciem silnika zwracać uwagi wszystkich wokół i nie będę bezdusznie trenować mojego radia. Może Was też namówię na jakieś postanowienia?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Deszcz, wiatr i parasole.

14 wrz

Obudziła mnie złość. Ta cholerna złość była we mnie, ale całe szczęście ja nie byłam złością. Nawet nie musiałam wyglądać przez okno, by uznać, że świat jest po prostu zły i smętny. Moje poranne zrezygnowanie spowodowane było zapewne całonocną ulewą i głupkowatymi snami, bo inaczej nie da się ich określić. Zresztą z czego miałam się cieszyć, skoro wszystkie moje plany dotyczące dnia dzisiejszego legły w gruzach i to w dodatku przez tę beznadziejną i dołującą pogodę. Przez długi czas starałam się zebrać myśli, wyciszyć i w końcu zrobić coś pożytecznego. Ostatecznie pomógł mi spacer i moje popołudniowe rozmyślania…

Spoglądając na ludzi zdałam sobie sprawę, że każdy spotkany człowiek wzbudza we mnie zupełnie inne uczucia i emocje. W sumie nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagi, bo niby po co mam analizować moją reakcję na nieznajomych?
Podniosłam głowę. W  moją stronę zmierzał wysoki brunet, niczym niewyróżniający się mężczyzna. Wymieniliśmy się spojrzeniami, był zamyślony. Odwrócił się i spojrzał na mnie jeszcze raz, czułam to.Wtedy zaczęłam zastanawiać się, co poczuł i czym go zainteresowałam? Może spojrzeniem, a może po prostu sobą?  W sumie nie mam zamiaru się nad tym teraz rozwodzić i poświęcać temu kolejne minuty, bo nie w tym rzecz. Chcę się skupić na ludzkich emocjach i uczuciach, choć tak trudno je zdefiniować. Czym tak naprawdę jest uczucie? Wydaje mi się, że jest to jakiś stan, w którym człowiek odczuwa rozmaite emocje i nimi kieruje się w danej sytuacji.
Wszelkie uczucia są w nas, nie da się ich wyzbyć i usunąć, ale przecież one nie muszą być nami. Czując gniew, nie musimy się nim stawać. Będąc bezradnymi, nie musimy zamieniać się w bezradność. To samo tyczy się tych „dobrych”uczuć. Trudno jednak zrobić jakikolwiek podział odczuć, bo każde z nich jest tak samo ważne i pozwala nam na ukazanie swego stanu wewnętrznego w chwili obecnej. Najłatwiej byłoby napisać, że istnieją uczucia pozytywne i negatywne. Ale czy uczucie może być negatywne?  A może raczej złe jest nasze zachowanie, które powstaje na skutek poszczególnych emocji? W tym miejscu doszliśmy do jednego z ważniejszych wniosków. Musimy nauczyć się nie tylko kontrolować nasze uczucia, ale również je uporządkować i zaakceptować. Jeśli czujemy smutek, ale za żadne skarby nie chcemy się do tego przyznać, to z każdym dniem jest nam coraz trudniej się z nim uporać. Gdy nie akceptujemy swoich zachowań, reakcji i odczuć, to buntujemy się przeciwko sobie, a przecież nie da się żyć w zgodzie ze światem bez uprzedniego dojścia do porozumienia z samym sobą.
Moje nogi doprowadziły mnie do pobliskiej górki. Od kiedy pamiętam, bałam się na nią wejść jedną ze stromych ścieżek, a o zejściu już nawet nie wspomnę. Każda wcześniejsza próba kończyła się rezygnacją i pójściem okrężną drogą. Dzisiaj byłam sama, wokół nikogo. Dlaczego nie spróbować, prawda? Czułam lęk, a może bardziej strach. Nie potrafiłam ich odróżnić, bo te pozornie podobne uczucie zdecydowanie się od siebie różnią. Lęk powstaje na skutek pozornego poczucia zagrożenia, zaś strach wynika z rzeczywiście istniejącego niebezpieczeństwa. Po kilku głębszych oddechach i zdecydowanych ruchach zdałam sobie sprawę, ze nie taki diabeł straszny jak go malują, a moje dotychczasowe lęki okazały się być subiektywnym zagrożeniem. Dlatego tak ważne jest, by otworzyć się przed sobą i zdać sobie sprawę, co czujemy i czym jest to spowodowane, to pozwoli poczuć się lepiej. Mój dzisiejszy ,,wyczyn” i przełamanie  lęku zdecydowanie poprawiły mi nastrój i resztki porannego niezadowolenia ustąpiły radości i spełnieniu.

Naprawdę warto poznawać swoje wnętrze. Czasem lepiej znamy innych, niż samych siebie. Jest to może dość duże uproszczenie, ale pewnie jest taka część osób, która nie zastanawia się nad swoimi uczuciami, nad sobą, nad tym jak  pracować nad swoją osobą i rozwijać ją. Może warto zacząć od razu? Przecież to nic nie kosztuje.

Ciekawe, co przyniesie jutrzejszy dzień. Dzisiaj zasnę z poczuciem szczęścia i spełnienia, więc może i z nimi jutro się obudzę…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Uczucia

 

Dobranoc na dobry początek dnia.

13 wrz

Ledwo zdążyłam podnieść powieki, a moja ręka już leniwie szukała komórki, którą jakimś cudem udało mi się włączyć. Przywitał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Została wysłana wczoraj, odczytałam ją dzisiaj. Można powiedzieć, że jest z wczorajszego dzisiaj albo dzisiejszego wczoraj. Przeczytane „dobranoc” zachęciło mnie do dalszego spania, ale  gnicie w łóżku wydało mi się ostatecznie dość kiepską sprawą, dlatego wstałam i zaczęłam swoje rozmyślania…

Staram się nie narzekać, bo tak naprawdę nie mam na co albo po prostu nawet nie chce mi się zastanawiać nad listą marności tego świata, które potencjalnie mogłyby stać się obiektami mojego marudzenia.. Strata czasu, a do tego dobry sposób na szybkie wysłanie zaproszenia do ,,szanownej” depresji, prawda?
Do dzisiejszych refleksji zachęciło mnie zapewne szarobure niebo, smutne twarze kierowców, pieszych i wszystkich znajomo nieznajomych. Przecież musi być jakiś powód, dla którego tak pędzą, dla którego chcą jedynie przeżyć życie, a nie je poczuć i wykorzystać.
A może to obecna sytuacja, może to problemy finansowe i niesatysfakcjonujący poziom życia społeczeństwa?  Może to właśnie to, prawda?
Zaczęłam zastanawiać się jak to zmienić. Do jakiegoś czasu wydawało mi się, że wystarczy wszystko zwalić na istniejący niegdyś w Polsce komunizm, ale ile można odwoływać się tylko do przeszłości i wydarzeń sprzed ponad 20 lat?  Nie twierdzę, że komunizm i jego wpływ na myślenie wielu ludzi nie są jednymi ze składników, które wpływają na teraźniejszą sytuację w naszym kraju, ale niewątpliwie nie są to przecież jedyne przyczyny tego, co się obecnie dzieje. Jest wiele problemów, z którymi borykamy się teraz, tu i już  i może jednak warto się na tym skupić?

Mamy potencjał, mamy siłę i mamy motywację. Nie osiągniemy niczego siedząc i czekając na poprawę naszego bytu. Można to porównać do podróżowania, bo przecież jeśli nie pojedziemy do danego miejsca, to go nie poznamy i nie zwiedzimy. Tak samo jest z rozwojem państwa, jeśli ono samo nie zacznie na siebie pracować, to się nie wzbogaci i nie rozkwitnie.

To co, warto coś zmienić? Może trzeba zacząć jutro? Wierzę, że wkrótce zobaczę więcej rozweselonych twarzy kierowców, pieszych i znajomo nieznajomych, a zza szaroburych chmur wyjdzie Słońce…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Polityka