RSS
 

Archiwum - Marzec, 2014

Uśmiech, przyszłość zapowiada się kwitnąco.

19 mar

Kilka dni i zawita do nas wiosna. Czuję, że już nadchodzi, mimo tego okropnego  deszczu i szarych chmur, które krążą nad głowami. Nawet kałuże powitałam dzisiaj z ogromnym uśmiechem, a spóźniony tramwaj uznałam za coś najnormalniejszego w świecie. No powiedzcie mi z ręką na sercu, kto, no kto przejmowałby się takimi pierdołami? Tylko ktoś szukający sztucznych problemów i tyle.

Zamykam oczy. Delikatne światło lampki oświetla pokój. Wybieram się w podróż. W podróż w czasie. Umiecie to sobie wyobrazić?
Otwieram drzwi. Na wielkim fotelu siedziała mała blondyneczka. Starała się wszystko zapamiętać, poznać. Dopiero uczyła się świata. Spoglądała w kierunku stołu, wokół niego siedziało kilkanaście osób. To był jej świat. No można do niego było dorzucić jeszcze zabawki i żelki, bo te ostatnie uwielbiała w szczególności.
Odwracam się. Niebieskooka dama trochę podrosła. Biegała po całym domu ze swoim pierwszym plecakiem w misie. Był duży. Wydawało jej się, że jest najogromniejszy na świecie. Wpakowała do niego wszystkie książki, zeszyty, przybory szkolne. W końcu zaczynała poważne życie pierwszoklasistki.
Siadam przy biurku. Ta mała słodka dziewczynka nagle stała się dziewczyną. Za nią już były pierwsze oceny, przyjaźnie, pierwsza uwaga w dzienniku. Wtedy złamane serce stawało się końcem świata. Czytała podręcznik od biologii, przecież na drugi dzień miał być sprawdzian. W głębi duszy miała tego wszystkiego dosyć. Okazało się, że świat to nie tylko zabawki, słodycze, że to nie tylko te kilkanaście osób. Cholernie się wtedy zawiodła. Jednak bunt nastolatki w końcu zaczął przechodzić.
Kładę się na łóżko. Świat zmówił się przeciwko niej. Gdy coś zaczynało się układać, to coś innego zaczynało się sypać. Starała się cieszyć każdym sukcesem. Miesiące i  lata mijały. Spoglądam na tę dziewczynę z zaciekawieniem. Ubrana była w długą sukienkę, szpilki. Wtedy przeżyła swój pierwszy bal. Za kilka miesięcy siedziała nad książkami. Odliczała dni do ostatniego egzaminu. W końcu przyszły wakacje. Zdała maturę, dostała się na studia i wyruszyła w podróż.
Otwieram oczy. Dorosłam. Mam na sobie wysokie buty i spódniczkę. Biegnę na tramwaj. Oczywiście znowu przyjechał przed czasem i znowu mi ucieknie. No cóż, spóźnię się na wykład. Wiersze Tuwima przykryte są stertami książek autorstwa różnych profesorów. Na biurku leżą żelki, już chyba zawsze będę je uwielbiać.

Czuję nadchodzącą wiosnę. Już nie mogę się jej doczekać. Z uśmiechem i ogromną chęcią patrzę na teraźniejszość i przyszłość, bo przecież nie da się żyć przeszłością…

 

Powrót do rzeczywistej rzeczywistości.

11 mar

Kolejny dzień, kolejna zmiana daty w kalendarzu . I dobrze. Niech życie idzie do przodu. Najgorsze jest stanie w miejscu. Stoisz, a w sumie w pewnym momencie zaczynasz się cofać, a czas i tak przecież nieubłaganie upływa. Dziwne, prawda? W sumie tak, ale w dzisiejszych czasach zatrzymanie się w jakimś punkcie życia jest chyba normą. Tylko dlaczego do cholery tak jest? Sama nie wiem. To chyba kolejne dziwactwo ,,współczesnych”.

Powroty są chyba najgorsze. Na myśli mam tutaj  te barbarzyńskie powroty do pędzącej rzeczywistości. Dlaczego są tak koszmarnie nieprzyjemne? Bo są powrotami i to powinno wystarczyć. No spróbujcie to sobie tylko wyobrazić. Nagle wracacie, zostawiacie chwile beztroskie za sobą, znowu musicie wpaść w wir obowiązków i pod żadnym pozorem nie wolno Wam zwalniać, bo inaczej pęd codzienności zaserwuje sobie kogoś z Was na podwieczorek, no ewentualnie kolację.
Wspomnieniami wracam do ostatnich dni. W sumie tylko kilkadziesiąt godzin dzieli mnie od wspominanej przeszłości. Pamiętam, że w samo południe, żeby zobaczyć Słońce musiałam spojrzeć się w górę, a już kilka godzin później łączyło się ono z domami, drzewami, polami. Za mną zostawiałam garść niewyobrażalnie dobrych chwil. W takich sytuacjach, paczkę chusteczek staram się mieć zawsze gdzieś w pobliżu, tak na wyciągnięcie rąk, bo przecież w każdej sekundzie może się przydać.  Trochę było mi smutno, trochę szkoda. Może nawet bardzo. Ale co ten żal mógł zmienić? No powiedzmy sobie otwarcie-nic. Trudno.

Naprawdę cholernie trudno coś porzucić i tak nagle wracać. Czym jest ta nasza porzucona zguba? Bo ja wiem. Nie wiem. Może być czymkolwiek lub kimkolwiek. Może być tylko… No czym?