RSS
 

Zaufać sobie.

07 kwi

Wiosna. Zapowiadała się niezła, okazała się zmienna. Trochę mnie to irytuje. Raz jest tak, za innym razem siak. Dzisiaj słonecznie, niedawno śnieg, jutro zimno, a za tydzień deszcz. Może w końcu się ustabilizuje. Znowu wszystko zaczęło budzić się do życia. I niech już tak zostanie.

Co z nami jest nie tak? Czasem mam wrażenie, że wszystko. Choć wiem, że tak tragicznie być nie może. Za jakiś czas myślę sobie, że jesteśmy idealni. Ta nasza idealność to zmienność, strach, uczucia. Ale dalej boimy się wszystkiego. A chyba najbardziej boimy się siebie i swoich emocji.
Listopad. Kilka lat wstecz. Siedzę w pokoju. W ręce telefon. Wybieram numer i dzwonię. Szybko się rozłączam, bo nie ma sensu. Co powiem? Że chciałabym… No właśnie. Sama chyba nawet nie potrafię dokończyć tego zdania. Chyba sama nie wiem jak mogłabym je dokończyć. Odkładam telefon. Podchodzę do okna. Pada, jest szaro i nieciekawie. Znowu myślę. Zastanawiam się. Wypada czy nie? Może jednak zadzwonię. Może pojadę. Tak, zbieram się. Idiotka! Nie ma mowy, zostaję. Może jutro. Albo za tydzień. Nie jadę wcale. Choć bardzo chciałam. Myślenie i kalkulowanie odebrało mi te chęci.
Kwiecień. Kilka dni temu. Siedzę w pokoju. Na kolanach laptop. Stukam w czarne kwadraciki. Śmieję się. Wspominamy. Mamy się spotkać. Odbijemy sobie tamto spotkanie. Choć w sumie tego nie chcę. Rezygnuję. Nie będę się zastanawiać. Nie będę znowu myśleć i analizować. Zrobię sobie tylko mętlik w głowie. Czuję, że nie mam ochoty. Nie jadę. Zostaję. Mądra decyzja!
Za dużo myślenia. Czasem mam wrażenie, że wszystko kalkulujemy. Obawiamy się swoich emocji. Obawiamy się swoich chęci. Obawiamy się siebie. Nie ufamy swoim decyzjom. Zupełnie nie ufamy swoim odczuciom. Zapala nam się czerwona lampka. Pojawia się komunikat. Komunikat głupi, ale z łatwym przekazem: ,,ZASTANÓW SIĘ”. Najlepiej niech to trwa tydzień. A w sumie to i miesiąc. Zasada jest prosta. Im dłużej tym lepiej. A co będzie po miesiącu? Nic już nie będzie. Prawdopodobnie pozostanie niedosyt. I dalsze zastanawianie się, a raczej gdybanie. Gdybanie, co by było gdyby miesiąc temu… I takiego wała. Nie dowiesz się. Za późno. Przebudzenie przyszło po prostu  za późno.

Może czas zaufać sobie. Czas choć w minimalnym stopniu oddać się emocjom. Szkoda nawet jednego dnia z życia na myślenie i bujne analizowanie sprawy. Nie ma sensu tłumić emocji i odczuć…

 
Komentarze (17)

Napisane przez w kategorii Ludzie

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Klara

    7 kwietnia 2015 o 23:16

    U mnie na szczęście piękne słoneczko od 4 dni, jest tak cudownie cieplo, że jak wyjdę na dwór to aż szkoda mi wracać do domu.

    Nie lubię tego stanu zastanawiania się, gdybania, co by było gdyby. Na szczęście w niektórych sytuacjach mi się nie uaktywnia więc robie coś spontanicznie, na żywioł. Czasami ciężko poddać się emocją, ale nie ma rzeczy niemożliwych :) Wszystkiego można się nauczyć.

     
  2. ~Lena

    8 kwietnia 2015 o 11:30

    Mnie pogoda przestała irytować,jest okropnie, raz zima, raz wiosna. Typowy pleceń-kwiecień :)
    Czasem nie zostaje nic więcej jak zaufanie sobie i swoim emocjom.

     
  3. ~Absurdalna

    8 kwietnia 2015 o 18:29

    Im więcej człowiek myśli tym jest coraz gorzej. Czasem żałuję, że nie robię wszystkiego spontanicznie, tylko muszę analizować wszystkie za i przeciw. Najgorsze jest to, ze przez to się bardzo dużo traci… :/

     
  4. ~agata

    9 kwietnia 2015 o 22:19

    I ja teraz tak myślę i kalkuluję i czuję, że szczęście przechodzi mi koło nosa…

     
  5. ~Gaja

    9 kwietnia 2015 o 22:45

    A ja nie lubię za dużo myśleć, wolę szybko coś postanowić i mieć sprawę odhaczoną :-)

     
  6. ~Ania P

    10 kwietnia 2015 o 00:05

    też tak wszystko kalkuluję, na dodatek jestem pesymistką, więc myślę, że przez to wiele szans zaprzepaściłam, na zbyt wiele nie miałam odwagi…

     
  7. ~mała-myśl

    11 kwietnia 2015 o 13:01

    Często tak mam. I im dłużej myślę, analizuję, tym większy strach mnie ogarnia.

     
  8. ~weronika

    14 kwietnia 2015 o 13:28

    agrh! jeżeli chodzi o pogodę to testuje ona ona moją wytrzymałość! mam już jej dosyć. Bóle głowy przeplatane z pięknym słońcem…

     
  9. ~Karolina

    14 kwietnia 2015 o 23:13

    Nie wiem czy to typowo kobieca przypadłość, ale ja również „myślę za dużo”. Zapewne wynika to z faktu, że lubię wiedzieć na czym stoję. Kiedy nie wiem – myślę – i w konsekwencji sama dorabiam sobie jakąś historię. Moją historię – nie tą rzeczywistą. Często boję się tego, co mam usłyszeć na zadane przeze mnie pytanie. Ostatecznie jednak dochodzę do wniosku, że „gdybanie” wykończy mnie szybciej niż odpowiedź (obojętnie jaka by nie była). Potem decyduję, czy odpuszczam, czy może zostaję w grze… Wszystko przecież zależy od stawki. Lubię myśleć, że warto ;-)

     
  10. ~weronika

    15 kwietnia 2015 o 15:31

    Nominowałam Twój blog do Liebster Blog Award :-)

     
  11. ~simply lifetime

    17 kwietnia 2015 o 13:02

    nie wiem, ile razy tak jak Ty, wszystko analizowałam i kalkulowałam. czy na pewno dobrze? czy to nie spowoduje zamętu? zwykle kończyło się na niczym, bo trwało to tak długo, że nie potrafiłam sama obiektywnie określić, czego chcę. dzisiaj częściej słucham głosu rozumu niż serca i często tego żałuję, bo wiem, że mogłam zrobić coś inaczej i być szczęśliwszą.

     
  12. ~Królowa Karo

    21 kwietnia 2015 o 22:39

    Życie mnie nauczyło, że jednak warto zaufać sobie i swojej intuicji. U mnie zawsze to ona wygrywa, więc kalkulowanie w ogóle się nie opłaca.

     
  13. ~Jenny

    22 kwietnia 2015 o 13:08

    a ja proponuje spontan, tak, dość zbyt długiego zastanawiania się, do przodu i z energią, to naprawdę daję siłę

     
  14. ~weronika

    24 kwietnia 2015 o 12:32

    Przerzuć kartkę, zaryzykuj, bądź dziwakiem
    Nie idź ścieżką, własną depcz, otwórz głowę
    Zanim powiesz, zrozum, bądź
    Nigdy nie burz, buduj, twórz
    Smakuj, milcz, myśl i czuj

    :-) buziaki!

     
  15. uglywriter

    1 maja 2015 o 11:50

    Po prostu żyj chwilą :)

     
  16. ~weronika

    4 maja 2015 o 20:37

    Kochana co u Ciebie nowego?

     
  17. ~weronika

    11 maja 2015 o 18:57

    co u Ciebie?