RSS
 

Archiwum - Maj, 2016

Nigdy tak nie żartuj, zgoda?

31 maj

Dzień był dość pochmurny. Zupełnie nic mi się wtedy nie chciało. Dawno to było, tak naprawdę nie pamiętam jaki był dzień i jak wyglądał mój zapał do wstawania i witania kolejnego poranka mojego życia. Pamiętam tylko to, że zaraz po przebudzeniu usłyszałam dźwięk komórki. Odebrałam. Szczerze nie chciałam tkwić w tej rozmowie, wolałam być obok niej, ale nie było odwrotu. Kolejny raz zastanawialiśmy się jak to jest możliwe. Nikomu z nas nie chciało się wierzyć. Myśleliśmy, że to żart. M. przecież uwielbiał żartować…

Jak minęły trzy miesiące, temat rozpłynął się w powietrzu. Zniknął z nagłówków sms-ów, rozmowy o tym ucichły. Kto chciał, to szedł zapalić znicz i upewnić się, że M. jednak nie wywinął nam beznadziejnego kawału. Pół roku temu spotkałam siostrę M. Zupełnie przypadkiem. W sumie nigdy nie miałam z nią dobrego kontaktu. Nie wiedziałam jakie ma plany na przyszłość, co zamierza robić. Kiedyś M. coś przebąkiwał o jej ślubie, ale wtedy nawet nie przywiązywał do tego większej wagi. Ślub jak ślub, ludzie przecież biorą ślub, nie była to informacja na wagę złota. Jednym uchem wpadło, a drugim wypadło i już. Teraz musiałam jakoś się do niej odezwać. Po tej sytuacji z M. nie wypadało się uśmiechnąć i przejść obok. Nawet nie była to rozmowa z grzeczności. W sumie chciałam dowiedzieć się jak się ona czuje, co teraz robi.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to złoty krążek na jej palcu serdecznym. Ucieszyłam się, że jednak chociaż to mogło dać jej szczęście. Zauważyła moje ostentacyjne spojrzenie na jej obrączkę. Uśmiechnęła się delikatnie i rzuciła datę. Szybko pogratulowałam i zaczęłam wypytywać się o wesele. Mówiła, że było skromne. Najbliższa rodzina. No właśnie, rodzina. Musiała to zauważyć. Musiała widzieć, że się głowie. Niemal identyczne daty, niemal dwie skrajności złączyły się w jedno. Chciałam szybko jakoś zmienić temat. Mimowolnie sprawdziłam godzinę na zegarku. Nie potrafiłam nic z siebie wydukać. W sumie pragnęłam się stamtąd ewakuować. Nastała krępująca cisza. K. spojrzała na mnie. Widziałam jej łzy. Zaczęła mówić. Potwierdziła mi, że między jej ślubem a śmiercią jej brata minęły dwa tygodnie. Nie mówiła o nim ciepło. Jakoś tak zupełnie bezosobowo.

-Czuję do niego żal. Obiecał mi, przysięgał mi, że zatańczy ze mną na moim weselu. Podobno szykował dla mnie jakąś niespodziankę na ten dzień. Miała być sala pełna gości, miała być zabawa do białego rana, ale bez niego nie miało to sensu. Najmniejszego sensu. Uważałam go za wzór, za mojego bohatera. Studia, praca, siłownia, gotowanie, pasje, dbanie o wszystkich wokół. Po co mu to? Skoro jedna jedyna rzecz skróciła jego życie. Mógł chociaż poczekać i spełnić obietnice. Mógł wtedy odmówić sobie, mógł pomyśleć jak bardzo go kocham, jak bardzo pragnę, by nie skracał sobie życia.

Miałam wrażenie, że cały ten potok słów wypowiedziany na jednym oddechu przypominał bombardowanie miasta. Co on najlepszego narobił. Tak starannie wydłużał sobie życie, by ostatecznie skrócić je w takim momencie i to takim czymś. M., dobrze, że już więcej tak nie zażartujesz. Jeszcze chwilę porozmawiałyśmy. Zaczęło kropić. Uściskała mnie na odchodne i pobiegła w kierunku skrzyżowania. Stałam jeszcze przez chwilę w tym samym miejscu. Krople deszczu coraz częściej oblewały mój policzek. Spojrzałam się w niebo…

Po powrocie do domu nie mogłam jakoś się skupić. Dziwne to wszystko było. Dziwne, że był na tyle głupi, by na własne życzenie zejść ze sceny życia, by tak bardzo skrzywdzić ją, ich, tamtych, nas wszystkich. M., kiepski ten Twój ostatni żart. Szkoda, że nie da się go już naprawić…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ludzie