RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Patrzę na niego z uśmiechem.

30 gru

Cześć. Piszę to do Ciebie. Piszę to do Was wszystkich. Jeśli to czytasz, to uśmiechnij się choć na moment i wspomnij najpiękniejsze chwile tego roku.

Patrzę na niego z uśmiechem. Ma łzy w oczach. Jest już bardzo zmęczony. Wie, że nie da rady przetrwać ani jednego dnia dłużej. Nie namawiam go, nie zatrzymuję. Niech staruszek idzie odpocząć.  Pozwalam odejść dacie, nigdy nie pozwolę odejść tym wspomnieniom.
Huk fajerwerków, telefony, smsy, tort, szampan i głośne ,,sto lat”. No i zaczął się, jest i on – 2015 rok. Wstaję ledwo żywa, biorę kąpiel. Powoli przypominam sobie w jakiej rzeczywistości żyję. Wycieram łzę, która spływa po moim policzku i zatrzymuje się w okolicach kącika ust. Mam w sobie takie nieprzyjemne uczucie. Kiedy ono minie? Czy już będzie zawsze? Czuję przerażenie. Mija pierwszy dzień stycznia, drugi, trzeci, czwarty… Już nie ma żadnej łzy. Dość szybko minęło. Uśmiecham się. Czyli to jednak nic wielkiego. Właśnie na nowo odkryłam jaki świat jest piękny.
Wsiadam do pociągu. Poznań. Nie mogę przestać się śmiać. Moja bratnia dusza też jakoś nad tym nie panuje. Zaczynamy! Rozpoczyna się seria przypadkowych spotkań, nieprzypadkowych znajomości.  Tańczę w klubie. Zatańczymy?
I właśnie to jest ten moment. Zaczęło się! Dużo marzeń, dużo spełnienia marzeń. Dziękuję. Dziękuję też sobie, że się odważyłam.
Każdy kolejny miesiąc przynosi mi nowe doświadczenia. Ktoś pojawił się w moim życiu, ktoś zniknął. Ktoś zawiódł, ktoś zapomniał, ktoś ciągle walczy o uwagę. Spełniam swoje marzenia, próbuję nowych rzeczy. Czuję się naprawdę szczęśliwa. Jestem szczęśliwa. Odżyłam. Każdy mi to mówi. Wspinam się coraz wyżej, rozwijam się. Rosną mi skrzydła, piękne uczucie.
Spoglądam w lustro. Nie mogę uwierzyć. Uśmiecham się. Cieszę się. Cieszę się jak dziecko, że w końcu jest tak jak być powinno. Cieszę się, że w końcu nie jest tak jak być nie powinno.
Przychodzi grudzień. Dość ciepłe Święta. Wigilia. Robi się późno. Dźwięk komórki. Naprawdę? Mogłabym liczyć na życzenia od miliona innych osób, ale nie na takie życzenia od…  Uśmiecham się, odpisuję, odkładam komórkę i szepczę, że przecież już nie będę musiała się zawodzić.
Przedostatni dzień roku. Słyszę pytanie czy przyszły rok będzie lepszy? Podnoszę głowę, uśmiecha się do mnie, patrzę mu w oczy. Nie odpowiadam, choć czuję, że na pewno będzie wyjątkowy. W końcu stereotyp BMW-u się nie sprawdził, więc…
Kilka chwil i zaczyna się ostatni dzień tego roku. Znowu wyjeżdżam. To jak będzie z tymi wyjazdami? Za kilka godzin odpowiem.

Słowa potrafią mieć naprawdę niezwykłą siłę, dlatego szczególnie dziękuję pięciu osobom, które dokładnie wiedzą kto był, kto jest, a kogo już nie ma w  moim życiu, które znają prawie każdy szczegół mojego życia z tego roku i nie tylko z tego. To był cudowny rok, który przeżyłam świadomie, który był moją największą wygraną. Dziękuję!

Życzę wszystkim wielu wspaniałych chwil w tym nadchodzącym Nowym Roku, ale przede wszystkim odnalezienia w sobie szczęścia, poczucia piękna życia i spełnienia.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

My się zimy nie boimy.

07 lis

Idzie zima. Zima zła, zima zimna. Będzie mróz. Będą zawieje, zamiecie i śnieżyce. Będzie niemiłosiernie lodowato. No dobra, trochę przesadzam. Ale tylko trochę, bo i tak zostaniemy wystawieni na próbę. Naszymi przyjaciółmi wkrótce będą, o ile już nie są, katar, kaszel, ból gardła. Nic ciekawego. Mam nadzieję, że uda mi się przechytrzyć tych nieproszonych gości, mam swoje sposoby, choć dopiero sprawdzę czy są one skuteczne.

Dzwoni budzik. Wstaję, wyczłapuję, wypełzam z łóżka. Teren poza kołdrą jest niesamowicie nieciekawy i nieprzyjemny. Bliższe spotkanie z wodą jakoś mnie orzeźwia, ale i tak w dalszym ciągu marzę o powrocie pod koc. Zęby umyte, więc czas na śniadanie. Nie, stop! Od jakiegoś czasu przed śniadaniem obowiązkowa szklanka przegotowanej wody z cytryną. Naprawdę jest dobra. W sumie to mi smakuje. Słyszałam o niej wiele dobrego, czytałam jeszcze więcej. Warto spróbować. Może ten banalnie prosty nawyk jakoś pozytywnie wpłynie na mój organizm. Zobaczymy!

Nadchodzi wieczór. Nareszcie mogę się położyć, posłuchać muzyki i chwilę się zrelaksować. Otwieram okno. Zapraszam do środka zimne powietrze, ale tylko na chwilę. Na sekundę, może dwie. Znowu jest ciepło i tak jest najlepiej. Do ręki biorę kubek. Po brzegi wypełniony jest herbatą z dużą ilością cytryny i miodu. Miodu pysznego, który dodaję do herbaty po jej przestygnięciu. Bo jaki sens dawać miód do gorącego napoju? Żaden, bo przecież wtedy traci on swoje wszystkie najcenniejsze wartości. Po co ten miód? Może to już swojego rodzaju rytuał, bo gdy przychodzi jesień, to na stole zawsze pojawia się i on. Przy przygotowywaniu herbaty stawiam go w roli bohatera głównego. Jest cudowny i pyszny. Najlepszy!

A co z Wami? Macie jakieś swoje sposoby walki z jesienno-zimowymi intruzami w postaci przeziębienia i innych mniej przyjemnych rzeczy?

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Teraz jest lepiej?

29 paź

W moje okolice zawitała jesień. Widać i czuć ją wszędzie. Pogoda jest przewrotna i zdradliwa, bo już zdążyła ,,poczęstować” mnie katarem i bólem gardła. Na jej szczęście, gorący kubek herbaty z cytryną i miodem pomógł, więc rozeszłyśmy się w pokoju i podpisałyśmy pakt o nieagresji. Zresztą nawet poranny deszcz, po którym wychodzi Słońce, jest naprawdę do zniesienia.

Co do samej jesieni, to początek tej tegorocznej wydaje mi się być magiczny. Możliwe, że przez ten rok stałam się jakoś bardziej wrażliwa na piękno otoczenia albo to ono ,przez ten rok, tak drastycznie cudownie się zmieniło. Sama nie wiem.
Co do tych zmian, to na myśl nasunęły mi się słowa piosenki ,,Popatrz jak wszystko szybko się zmienia, coś jest, a później tego nie ma”. Coś w nich jest. Może prawda? Chyba tak.
Tramwaj. Zatłoczony tramwaj. Ludzi od groma, a jeszcze więcej plecaków, toreb i walizek. Jeszcze więcej słów. Kilka z nich podsłuchałam, bo zwyczajnie mnie zaciekawiły. Kobieta około siedemdziesiątki z tęsknotą wpatrywała się w widoki zza szyby. Zagadał do niej pasażer, siedzący tuż za nią. Zaczęli wspominać, zaczęli rozmawiać, wrócili choć na chwilę do swojej młodości. Nawet czegoś się wtedy dowiedziałam. W sumie nie wiem czy o historii, architekturze miasta albo raczej o biografii nieznanych mi osób. Mało ważne.
Wróciłam do domu i sama zaczęłam zastanawiać się jak wiele zmian dokonuje się wokół nas. Nie chodzi mi tylko o zmiany w naszym życiu czy w życiu naszych najbliższych. Chodzi mi o te zmiany okolicy, o to jak zmieniają się nasze miasta, miasteczka, nasze wsie, nasze podwórka z lat dziecięcych.
Cholera! To trochę boli. W końcu nie ma już tego boiska z dziurami w asfalcie, połamanymi ławkami i zepsutymi rurami, zbudowanymi na kształt bramek. Nie ma spokojnej okolicy, w której lubiliśmy kręcić się ze znajomymi. Na jej miejsce wybudowali centrum handlowe.

Teraz jest lepiej? Nie wiem. Możliwe. Możliwe, że nie. Albo i tak. Zmiany i tak nie zabiją wspomnień i to najważniejsze.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szanować czas.

04 lip

Sesja zdana, wakacje w pełni, pogoda za oknem znacznie się dzisiaj poprawiła, co mnie niezmiernie cieszy. Miałam dość pochmurnych dni, paskudnego deszczu, wielkich kałuży i smętnych ludzi. Mam nadzieję, że witamina D jakoś nas rozbudzi i doda energii do życia, bo ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała i dawała więcej powodów do depresji niż uśmiechu, ale przeżyliśmy.

Przyszło lato, przyszły 3 miesiące odpoczynku. W końcu mogę skupić się na rzeczach, które lubię, uwielbiam, które musiałam zaniedbać na czas nauki. Nie jest tak, że studia i kierunek, który wybrałam nie dają mi satysfakcji i robię to wszystko na siłę. Zupełnie nie o to mi chodzi. Po prostu czasem mam wrażenie, że poświęcamy czas na pierdoły, które nigdy nam się nie przydadzą i w ten sposób marnujemy godziny, minuty i sekundy. Były takie momenty, kiedy to siadałam nad książkami i zastanawiałam się, co ja właściwie robię, przecież to mi się naprawdę do niczego nie przyda, więc po cholerę mi to?
W tym czasie mogłam robić to, co daje mi przyjemność. Mogłam też odkrywać inne rzeczy, których możliwe, że nigdy nie robiłam, a prawdopodobnie przypadłyby mi do gustu. No i właśnie, dochodzimy do sedna sprawy. Jakoś wcześniej nie byłam fanką częstego chodzenia do kina, raz na jakiś czas owszem, bo to miła odskocznia. A jeśli chodzi o dramaty, to w ogóle nie było o czym gadać, bo tego typu filmy oglądałam od święta, dosłownie. Co się zmieniło? Uznałam, że skoro teraz mam na to czas, to warto spróbować. I jak? Zostałam pochłonięta przez magię kina, świat filmów i to, czego do tej pory nie dostrzegałam. Zapewne jest jeszcze wiele innych rzeczy, które mogłyby mnie sobą zauroczyć. Zapewne jest tyle miejsc, które powinnam i chcę jeszcze odwiedzić. Więc na co czekać?

Doszłam do wniosku, że zamiast gadać i zamartwiać się tym, że nie ma na nic czasu, to po prostu wykorzystać ten czas, który poświęca się na taką bezsensowną paplaninę. Tak sobie postanawiam i już. Szanować czas.

 
Komentarze (27)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zasadny nieznanie, zapomniane, które nie są zapisane.

15 lut

Kolejny poranek, trochę inny niż te ostatnie. Spokojniejszy, mniej nerwowy i taki zwyczajnie zwyczajny. Leżałam w idealnej ciszy. W duchu pomyślałam, że mam nad sobą całkiem fajny sufit. Przy okazji tych rozmyślań, wytarłam dłonią łzę, która nie wiedzieć czemu spływała po moim policzku. Miałam tak bardzo dość leżenia w łóżku, że wstałam bez najmniejszego problemu. Zresztą szkoda mi było marnować czasu…

Zasady. Brzmią ciekawie, intrygująco, tajemniczo, a w sumie to pospolicie. Każdy z nas powinien je mieć, a nawet się nimi kierować i posługiwać. Zapewne wielu z Was uważa, że to takie proste, oczywiste i w ogóle bułka z masłem. Niestety, przyszedł czas na rozczarowania. Obserwując ludzi, w najzwyklejszych sytuacjach dnia powszedniego, doszłam do wniosku, że część z nich nie przestrzega jakichkolwiek reguł współżycia społecznego. Nie wierzycie? No to chyba jednak zaraz się to zmieni.
To jest brak taktu, a może po prostu chamstwo, żeby iść ulicą, palić papierochy i kazać innym wdychać ten smród. Niech sobie palacze  żyją ze swoim nałogiem w odosobnieniu, ale mnie proszę w to nie mieszać. Zresztą nie jest to wyssany z palca zarzut. Wracam do domu. Pogoda, jak na tę porę roku, piękna. Piękny jednak nie był ,,zapach”, który dochodził do mnie z unoszącego się białego dymu. W końcu wyprzedziłam mężczyznę z fajką w dłoni, bo nie znoszę tego smrodu, więc co miałam się męczyć. Ku mojemu zdziwieniu, wspomniany przechodzień już po chwili znów szedł przede mną, bo tym razem, to on postanowił mnie wyprzedzić. Przecież ma do tego prawo, choć do dziś nie wiem czy chciał być w ten sposób dowcipny, czy zwyczajnie chamski.  I tak najważniejsze, że znowu mogłam ,,rozkoszować się” odorem jego fajek. To już jest chyba przesada i brak podstawowych zasad kultury.
Świat na papierosach jednak się nie kończy, bo jeśli by tak było, to chyba nie miałabym na tej ziemi dla siebie miejsca. Ale wróćmy do rzeczy. Jak to jest z tym ustępowaniem miejsca w pojazdach komunikacji miejskiej? Młodszy starszym, wszyscy kobiecie ciężarnej, panowie paniom?  W sumie to ostatnie chyba wychodzi z mody i brzmi przedpotopowo, bo tylko raz w życiu spotkałam się z sytuacją, w której mój rówieśnik odstąpił mi miejsce. Księżniczką nie jestem i prawdę mówiąc częściej stoję niż siedzę w tych zatłoczonych tramwajach czy autobusach, ale tamto wydarzenie pamiętam do dziś i uważam, że było to coś naprawdę  miłego.  No dobrze, ale koniec już moich opowieści z zielonego lasu, bo nie o tym miałam pisać. Ostatnio byłam świadkiem pewnego zajścia w tramwaju, które mimo swej zwyczajności jakoś mnie uderzyło. Do pojazdu wchodzi kobieta ciężarna. Sądząc po brzuchu była w dość zaawansowanej ciąży, w sumie rozwiązanie wisiało gdzieś w powietrzu, ale mniejsza o to. O dziwo, większość miejsc siedzących zajmowali gimnazjaliści, a w powiewach licealiści. Nikt nawet nie drgnął, żeby wstać, żeby ulżyć tej kobiecie. Wtedy ręce ostatecznie mi opadły…

Może jestem jakaś staroświecka? Może za bardzo przewrażliwiona? Możliwe. Tylko wydaje mi się, że dużo nie wymagam. Po prostu wydaje mi się, że jakieś minimum zasad dobrego wychowania każdy powinien w sobie mieć, a nawet się nimi posługiwać…

 
 

Kropla wody, światła, pełno chmur.

15 wrz

Kolejny dzień zachęcał mnie do błogiego lenistwa i pozostania w łóżku przez całą niedzielę. W sumie byłoby to jakieś rozwiązanie, ale szkoda mi było czasu na taką łóżkową nudę. Zaspana i ledwo żywa skierowałam na swoje ciało strumień ciepłej wody, który dość szybko pozwolił mi na powrót z krainy snów i baśni do kraju rzeczywistej rzeczywistości. Brzmi okropnie, prawda? Na moje szczęście, aż tak tragicznie nie było. Fakt, pogoda nie dodawała optymizmu i chęci do życia, ale obyło się bez większych komplikacji. Zresztą w ciągu dnia nie miałam nawet czasu na jakiekolwiek rozważania i przemyślenia. Pojedyncze myśli zaczęły pojawiać się późnym popołudniem, gdy zniecierpliwiona czekałam na zielone światło…

Czasem mam wrażenie, że chcę mieć wszystko już, tu i teraz. Chyba czasem ma tak każdy z nas. A może zawsze ma tak każdy z nas? Może każdego dnia się niecierpliwimy i czekamy na coś i kolejne minuty oczekiwania doprowadzają nas do szewskiej pasji. I co, jest tak? Zaczęło mnie to nawet trochę przerażać i zastanawiać. Jaki jest sens w tym ciągłym wyczekiwaniu, w braku cierpliwości, które de facto są starszymi kuzynami niepokoju. Zastanówmy się, co tak naprawdę czuje człowiek zniecierpliwiony? Odczuwa właśnie niepokój, który wzbudza w nim różnorakie odczucia poczynając od złości i stresu, a kończąc na lęku i podekscytowaniu. Sama byłam zaskoczona, kiedy zdałam sobie sprawę jaki wachlarz emocji otwiera przed nami pozornie mało znacząca niecierpliwość.
Padał deszcz, wycieraczki powoli rozmywały krople deszczu z szyby. Było mi niewyobrażalnie zimno i marzyłam o kubku gorącej herbaty i ściągnięciu przemoczonych butów.  Tylko ile można czekać na spełnienie tak błahych marzeń? Czy naprawdę świat uwziął się na mnie akurat w chwili mojego lekkiego kryzysu? Dlaczego te cholerne światła tak bardzo mnie nie lubią? Podjeżdżałam, stawałam, gazowałam i nerwowo zmieniałam stacje radiowe. Jakby to wszystko miało przyspieszyć czas, jakby miało mi to w czymkolwiek pomóc. Idiotyzm, prawda? Możliwe, ale te moje wszystkie działania, które można nazwać ,,przyspieszaczami czasu”, miały na celu wyładować moją złość, która powstała na skutek durnowatego zniecierpliwienia…
Braku cierpliwości towarzyszy często również stres i nieuzasadniony lęk. Pamiętacie jakiś ważny egzamin w swoim życiu czy to w szkole, czy na studiach, czy gdziekolwiek indziej? I co było po jego napisaniu? Nerwowe wyczekiwanie na wyniki, ciągłe sprawdzanie, analizowanie kolejnych zadań i wykańczający niepokój czy aby na pewno zdam, czy rezultat będzie pozytywny.
Chociaż na pierwszy rzut oka nasza niecierpliwość może wydawać się negatywnym i utrudniającym życie czynnikiem, to jednak często dostarcza nam również pozytywnych przeżyć i emocji. Wyobraźmy sobie Święta Bożego Narodzenia. Jest nakryty stół, rodzina w komplecie, dom wypełniony rozmaitymi zapachami, za oknem śnieg, a w tle lecą kolędy. Do tego pięknie przystrojona choinka, a tuż przy niej prezenty, na które czekamy już dobre kilka godzin, jak i nie dni. Najchętniej poświęcilibyśmy jedzenie barszczu i innych pyszności, by móc jak najszybciej zaspokoić swoją ciekawość i niecierpliwość, które wprawiają nas w podekscytowanie i ogromną radość…
Jednak czy brak cierpliwości tyczy się jedynie teraźniejszości i chwili obecnej? Wstyd się przyznać, ale mam wrażenie, że ja jestem niecierpliwa nawet w marzeniach. Jak to możliwe? Normalnie. Często marzę, że od razu po studiach znajdę dobrze płatną pracę, od razu wyjdę za mąż i będę miała gromadkę dzieci, a do tego nowoczesny dom i duże auto. Dobrze, że marzenia przynajmniej nic nie kosztują, bo w przeciwnym razie miałabym już pokaźny debet na koncie, ale nie w tym rzecz. Mam wrażenie, że wielu młodych ludzi, zresztą nie tylko młodych, bo nie jest to zależne od wieku, chce mieć wszystko od już, a najlepiej, żeby to ,,wszystko” było przepełnione szczęściem i brakiem problemów. Myślę, że wynika to z niepokoju o przyszłość. Brak pewności nadchodzącego jutra wzbudza chęć posiadania tego, co zapewni nam wewnętrzny spokój, a to z kolei pobudza nasze zniecierpliwienie, które idzie w parze z niepokojem i tym samym powstaje błędne koło.

Czasami warto spokojnie poczekać i porzucić niecierpliwość, która tylko potęguje w nas niekorzystne emocje. Są przypadki, w których zniecierpliwienie wzmacnia w nas bardzo przyjemne odczucia. Określenie kiedy brak cierpliwości jest czynnikiem negatywnym,a kiedy pozytywnym jest kwestią indywidualną.

To co, jutro postaram się ze stoickim spokojem poczekać na światło zielone. Nie będę wyciem silnika zwracać uwagi wszystkich wokół i nie będę bezdusznie trenować mojego radia. Może Was też namówię na jakieś postanowienia?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii