RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Ludzie’

Wywracamy świat.

16 mar

Jeszcze kilka dni temu myślałam, że nadeszła wiosna. Słońce wychodziło zza chmur, mroźne powietrze ustąpiło miejsca ciepłemu podmuchowi wiatru. Wszystko tak szybko i tak nagle budziło się do życia. Z dnia na dzień świat się zmieniał. Bzdura! Kłamstwo! Magia prysła. Dosłownie wszystko poszło w cholerę. Nic się nie budziło i też nic się nie zmieniło. Jedynie promienie Słońca z trudem przebijają się przez kłęby chmur, więc jest jednak jakaś nadzieja…

Każdy z osobna ma jakieś swoje zasady. Takie zasady wewnętrzne, które zapewne sam sobie kiedyś tam wyznaczył. One mówią nam, że w tej sytuacji mamy zachować się tak, a w innej tak. Wiele rzeczy robimy odruchowo, ,,zgodnie ze swoim sumieniem”. Po prostu wiemy, że jeśli zrobimy inaczej, to nie będziemy sobą. Ma być tak, a nie inaczej i koniec, kropka! Tylko po co są te reguły? No po co? Ano po to, żeby ja łamać. Może niecodziennie, ale tak od czasu do czasu, żeby sobie to życie urozmaicić.
Największa głupota! Skoro wypracowaliśmy w sobie jakiś system postępowania, to niech nas nic nie kusi, żeby pod wpływem jakichkolwiek emocji i uczuć, nagle to wszystko zmieniać. Dlaczego? Bo w końcu zrobimy coś przeciwko sobie.
Często wywracamy swój świat ze względu na jakąś sytuację. A jeszcze częściej ze względu na uczucia. A najczęściej ze względu na daną osobę. Która opcja jest najgorsza? Chyba każda jest tak samo beznadziejna, bo w każdej będziemy łamać swoje zasady, które są w nas zakorzenione. I nagle zachciewa się nam wyrywać te korzenie, by za jakiś czas zdać sobie sprawę, że znowu trzeba je jednak zasypać ziemią.

Co później zostaje? Może być złość, a może być żal. Może też być nic. Może być też śmiech z własnej głupoty. A w końcu może pozostać jedynie piękne wspomnienie, bo w końcu nie ma co żałować tego, co już się wydarzyło. Ktoś mi ostatnio powiedział, że najważniejsze, to żyć w zgodzie z samym sobą! Coś w tym jest, ale często życie samo dyktuje nam warunki i musimy się z tym pogodzić, choć zauważyłam, że jak sami mamy możliwość rozdania kart, to tchórzymy, uciekamy i strach wyklucza nas z gry…

 

Lepiej więcej niż mniej.

12 wrz

Siedzę w domu. Pogoda za oknem przypomina bardziej jesienny wieczór, któremu coraz dalej od lata. W sumie jest w tym jakiś urok. Na dworze chlapa, deszcz i szarówa, a ja leżę sobie na łóżku i gdzieś mam krople deszczu, dudniące w mój parapet. Przecież one nic mi nie zrobią, jestem bezpieczna. Nadchodzi czas przemyśleń. Ostatnio coraz częściej wydaje mi się, że modniejsze staje się przekonanie ,,lepiej więcej niż mniej”. Coraz częściej mam wrażenie, że rezygnujemy ze słowa ,,umiar”.

Sklep z zabawkami. Kto to wszystko wymyśla? Naprawdę dzieciaki do szczęścia potrzebują te obleśne stwory z jakiejś ohydnej ,,bajeczki”? Idę dalej. Minęłam kilka półek. Moje zdziwienie i zniechęcenie wzrastają. Mała blondyneczka, większość powiedziałaby o niej ,,słodka księżniczka”, krzyczy do matki, że ma jej kupić lalkę, bo jak nie, to… POŻAŁUJE! Zgłupiałam. Albo śniłam. Jednak to pierwsze. Chyba ostatecznie kupiła. Poszłam w kierunku maskotek. Wszystkie jakieś takie podobne, bez wyrazu. Kolory w sumie też nijakie. Jedyna porażająca ich cecha to cena. Mimo to i tak znikają z półek, bo przecież lepiej, żeby dziecko miało się czym bawić i tonęło w tym szajsie, niż potrafiło docenić kilka pięknych zabawek, które z sentymentem, w dorosłym życiu, będzie wspominać. Jednak nie ma umiaru.
Ulica. Pełno ludzi. Środek dnia. Czekam przed sklepem. Obok mnie stoi kobieta. Pewnie też na kogoś czeka. Nałogowo rozmawiała przez telefon i nałogowo paliła. Schemat był podobny. Kończyła rozmawiać, wyciągała paczkę papierosów, zapalała fajkę, wybierała numer i dzwoniła. Koniec rozmowy. Naprawdę to trwało tylko 7 minut? Sama w to nie wierzyłam. Zero umiaru.
Sklep. Kolejka do kasy. Dziewczyna zagaduje do chłopaka z pretensją, że znowu całą lodówkę zawali jej piwskami. Mężczyzna odpiera zarzut, że wieczorem musi piwko wypić i się zrelaksować. Skoro codziennie je pije, to traci przecież przyjemność picia, traci jego smak. Brak umiaru.

Może mam jednak złudzenia. Może umiar się jednak nie oddala. A może po prostu ,,umiar w przesadzie bardziej niż przesada w umiarze”.

 
Komentarze (35)

Napisane w kategorii Ludzie, Życie

 

Ilu ciekawych ludzi.

11 sie

Odwiedziłam wiele miejsc, minęłam się z milionem ludzi. Obok niektórych przeszłam obojętnie. Z innymi wymieniłam szczery uśmiech. Jeszcze na innych patrzyłam z politowaniem, bo przecież są pewne granice głupoty. Co z tego wszystkiego wyszło? W sumie nic…

Nieważne jakie emocje towarzyszyły mi podczas ,,spotkania” poszczególnych osób. Zostawmy je w spokoju, bo nie na nich dzisiaj się skupiam. Chodzi o to, że dopiero chyba tegoroczne wyjazdy uświadomiły mi ilu ludzi, ilu ciekawych ludzi żyje na tej kuli ziemskiej. Faktycznie, też mi błyskotliwe odkrycie. Byłam z niego zadowolona? A w cholerę z takim odkryciem. Byłam wtedy wkurzona, zła, wściekła, zawiedziona i smutna. Tak, najbardziej to byłam smutna i rozżalona. Wiem, wiem. Brzmi to co najmniej  jak jakieś szaleństwo, głupi żart albo cokolwiek idiotycznego.
Tylko chyba mało kto zdaje sobie sprawę, że gdzieś tam za oceanem, a może i nawet w pobliskiej wiosce czy mieście, żyją ludzie, którzy mogliby wnieść w nasze życie coś naprawdę dobrego i wartościowego. Mogliby, ale często tego nie robią, bo najzwyczajniej w świecie nie damy im na to szansy. Po prostu nigdy się z tymi osobami nie poznamy.

Codziennie mijamy się z niezliczoną liczbą ludzi, na niektórych nawet nie zerkniemy. W sumie to jest nie do pomyślenia, że tyle ciekawych, a może wręcz niesamowitych osób przechodzi obok nas. Najgorsze jest to, że nigdy nie zamienimy z nimi nawet słowa. Ta myśl jakoś mnie zasmuca…

 
Komentarze (29)

Napisane w kategorii Ludzie, Podróże, Uczucia, Życie

 

Jak się spakować, żeby się rozpakować.

25 lip

Chyba nie ma żadnych reguł dobrego pakowania i rozpakowywania. Zawsze przed wyjazdem jest ten sam problem. Po pierwsze rodzi się pytanie, co powinniśmy wziąć. Po drugie kiedy zacząć wyciągać walizki. Po co to wszystko? Po to, żeby na koniec mieć wątpliwości, czy na pewno wszystko się wzięło.

W swoim życiu już próbowałam wielu metod pakowania. I na ostatnią chwilę i kilka dni przed. I z kartką i bez kartki. I sama i z kimś. Która metoda najbardziej mi odpowiadała? Trudno powiedzieć. Rezultat był ten sam – zmęczenie. Cała sprawa nie kończy się jednak na załadowaniu toreb. Później trzeba je jeszcze przecież ,,odładować”. W sumie opróżniane walizek idzie zawsze jakoś sprawniej, ale w domu robi się wtedy też szybki syf. Woreczki, reklamówki, ciuchy i kosmetyki wszędzie się walają. Pralka chodzi jedna za drugą. Każdy gdzieś coś upycha, kładzie. Szaleństwo.

Co wolę, pakowanie czy rozpakowywanie? Dla mnie nie ma różnicy. I jedno i drugie trzeba zrobić, więc nie ma się co uprzedzać.

 
Komentarze (32)

Napisane w kategorii Ludzie, Podróże, Życie

 

Na odwrót.

08 lip

Zasypiałam- byłam szczęśliwa. Obudziłam się- byłam szczęśliwa. Teraz- jestem szczęśliwa. Z tego szczęścia wszystko się jakoś poprzestawiało. Najpierw nie mogłam zasnąć, a później bez problemu się obudziłam. Nie powinno być odwrotnie? Czyli szybkie zasypianie i trudne wybudzanie. Ale niech już tak dziwacznie będzie. Mi to zupełnie nie przeszkadza!

Dlaczego mi tak radośnie i wesoło? Nie wiem. Pojęcia nie mam. Po prostu tydzień dobrze się zaczął i już. Jak się zaczął? Zadzwonił budzik, otworzyłam oczy i tyle. Niewiele? Możliwe. Możliwe, że to wszystko ,,wina” Słońca. Ostatnio dużo go jakoś na niebie i staram się nim choć trochę nacieszyć.
Co do Słońca, to ostatnio w aptece zaczepiła mnie sympatyczna Pani dietetyk, która zaproponowała krótką rozmowę. Uznałam, że mam chwilę czasu, więc niby dlaczego mam ją zbyć, a może czegoś ciekawego się dowiem. No i faktycznie. Nie wiem kiedy minęło 20 minut. Nawet nie wiem kiedy zorientowałam się jak dużo informacji mi przekazała. Jedną z nich była informacja o Słońcu. W sumie niby o tym wiedziałam, ale jak ktoś coś powtórzy, to zawsze wiadomość się utrwali. Rada była prosta: wychodząc na zakupy czy na chwilę na spacer nie powinniśmy smarować się kremami z najwyższymi filtrami. Sama zauważyłam, że niektórzy ludzie z mojego otoczenia mają takie przyzwyczajenia. Błąd? Można tak to nazwać. Lato jest idealnym czasem, żeby ,,nałapać” witaminy D i ,,nacieszyć się” tym letnim Słońcem. Dlatego wychodząc z domu jedynie na krótki spacer nie stwarzajmy na swojej skórze grubej bariery ochronnej, czasem w ogóle jest ona zbędna.
Ale my, ludzie, mamy chyba tendencje do robienia wszystkiego na odwrót. Jak nie trzeba, to coś robimy, a jak trzeba, to nie robimy. Kiedy nie robimy? Chociażby na plaży. Chyba dalej panuje takie motto: ,,Im mniej filtrów, tym lepsza opalenizna”. Gwarantuję, że noc wtedy też będzie ciekawsza, szczególnie jak każdy kawałek ciała będzie piekł i bolał.

Dlatego rada na dziś i na przyszłość brzmi następująco: róbmy tak jak powinniśmy robić, oryginalność nie zawsze popłaca.

 
Komentarze (30)

Napisane w kategorii Ludzie, Życie

 

Tak jest najlepiej.

25 cze

Ludzie są wszędzie. I dobrze. Dobrze, że są. Jednych to wkurza, a inni są tym zachwyceni. Ile osób, tyle opinii, a ile opinii, to tyle osób. Nie ma w tym nic złego, prawda? Niektórzy z nas są do siebie mniej podobni, a inni porozumiewają się bez słów. I niby skąd to wszystko wynika? Chyba po prostu taki jest ten ludzki świat…

Czasem mam ochotę w danej osobie coś zmienić. Wydaje mi się to banalne, bo jak to możliwe, że dla kogoś dana rzecz będzie trudna do zrobienia, skoro dla mnie i dla innych osób z mojego otoczenia jest to coś najnormalniejszego w świecie.
Co w tym niemożliwego? Mówisz sobie, że chcesz coś w sobie wymienić i już. Łatwe. Szkoda, że w rzeczywistości trzeba do tego trochę więcej czasu.
Czasem wydaje mi się, że może lepiej nic w nikim nie zmieniać i pokochać to, co jest w nim tak idealnie nieidealne. W sumie czemu nie? To jest jakieś rozwiązanie. Tylko jest to rozwiązanie najprostsze, najmniej pracochłonne i nie do końca dobre.
Tak sobie myślę, że jednak trzeba coś w tym życiu ulepszać. Po to w sumie oddychamy, jemy i wydalamy, a w skrócie- żyjemy. Skoro tak, to do cholery, chyba wypadałoby choć trochę się wysilić? Ruszyć się z krzesła i zwyczajnie coś w sobie zmieniać. Może wziąć coś od innej osoby. Może wtedy sami ze sobą będziemy się lepiej czuć. Przecież warto próbować.
Wyjrzałam przez okno. Mężczyzna w czerwonym swetrze przebiegał przez pasy, pewnie na czerwonym świetle, ale co z tego. Może jest wspaniałym synem, który na Dzień Matki zawsze przygotowuje wspaniałe prezenty i piecze babeczki. Kobieta w czarnym płaszczyku rozmawiała przez telefon, nie patrzyła się na innych, do nikogo się nie uśmiechnęła, ale co z tego. Może właśnie miała gorszy dzień, może poważną rozmowę, a w zaciszu domowym jest najlepszą matką, która codziennie dba o swoje i dzieci, która je kocha i wychowuje najlepiej jak umie. A ta mała dziewczynka z dziurą w spodniach i rozklejającymi się trampkami. Pewnie jest jedną z najlepszych uczennic i zawsze wszystkim chętnie pomoże.

Jest co zmieniać. Nie wszystko jest takie złe, ale coś warto wymienić. Nie ma recepty jak zacząć, jak to robić, jak zakończyć. Każdy dla siebie jest swoją własną receptą. Niech tak pozostanie, tak jest najlepiej.

 
Komentarze (33)

Napisane w kategorii Ludzie, przyjaźń, Uczucia, Życie

 

Pozwala pozostać silnym.

14 cze

Moja historia rozpoczęła się wraz z hukiem petard, wznoszeniem toastów i składaniem sobie życzeń. I co z tego?  Nawet w najmniejszym stopniu mnie to nie obchodziło. Inni się bawili, szaleli i cieszyli nocą, a ja pchałam się na ten świat. I niby jeszcze miałam przejmować się innymi? Jeszcze czego! Przecież dopiero co złapałam swój pierwszy oddech, a wraz z nim wjechałam na pierwszy zakręt mojej życiowej drogi.

Każda historia jakoś się zaczyna i jakoś się kończy. W sumie wydaje mi się, że mniej ważny jest sam początek czy koniec. Większą wagę przywiązuję do środka. Dlaczego niby? Bo zazwyczaj jest on najobszerniejszy, najdłuższy, najcięższy i najbardziej nieprzewidywalny.
Jaki jest mój ,,środek”? Wyjątkowy. Nikt nigdy nie czuł tego wszystkiego jak ja, nikt nigdy nie przeżył mojej historii. Jednego dnia wydawała mi się być beznadziejna, najgorsza z możliwych, chciałam ją wymienić. W ogóle cały ten jej cholerny środek był do wymiany. Bo na co była mi taka historia, której nie można zaplanować, nie można choć w najmniejszym stopniu przewidzieć. Do tego dawała mi to, co było w niej najgorsze.  I niby gdzie była ta jej wyjątkowość?
Są takie rzeczy, które przejmują nad nami kontrolę, które zmuszają nas do myślenia, że bez nich nie potrafimy żyć. To kłamstwo, w które sami brniemy. Fakt, że nie można tak po prostu  ich zostawić i się ich pozbyć. To trwa dłużej. To zabiera czasu. Warto. W końcu coś zaczyna się zmieniać. Zaczyna zmieniać się mentalnie. ,,Środek” staje się inny. Mimo że bywa bolesny, to wciąż jest Twoją własnością. Jest spontaniczny i za to zaczyna się go kochać. Jest niepowtarzalny, pozwala pozostać silnym.
Słyszę pytania co robię za miesiąc albo za tydzień. Mam pewne plany, ale tak naprawdę są one bardziej zamiarami. Nie chcę niczego skrupulatnie planować i deklarować komuś, że za miesiąc zrobię to albo tamto. Nie wiem czy wtedy będę miała na to wystarczająco dużo energii, siły i chęci, by zrobić to dobrze. Po prostu wolę pozwolić rozwijać się sobie w danej chwili i do niczego się nie zmuszać tylko ze względu na to, że było to zaplanowane, zapisane w kalendarzu i zwyczajnie trzeba to wykonać.

Co do końca historii, to kiedyś on przyjdzie, ale do tego czasu trzeba żyć jej środkiem…

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Ludzie, Uczucia, Życie

 

Przyjaciel i przyjaciółka, czyli kombinacja (nie)idealna.

11 kwi

Są takie słowa, które nigdy nie powinny być wypowiedziane. Są takie sytuacje, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Są takie wydarzenia, które uczą nas wytrwałości. Są takie miejsca, które zapierają nam dech w piersiach. Są takie gesty, które ranią nas na zawsze. Są takie przeżycia, które łamią nas na pół. I są też uczucia… Są takie uczucia, których nie można kontrolować.

Momentami wydawała się być nadzwyczajna. W końcu zdałam sobie sprawę, że jest cholernie zwyczajna. Po porostu była normalna i właśnie takiej jej szukałam. Były momenty, w których nie potrafiłam w nią uwierzyć. Wtedy nienawidziłam ją całym sercem, wyzywałam od najgorszych. Chciałam usunąć ze swojego życia. Była niewdzięcznicą, zazdrośnicą i kłodą u nogi. Godziłyśmy się. Nie ufałam jej. Irytowała mnie. Denerwowała mnie. I była wierna, oddana, najlepsza i kochana. Po chwili znowu była z niej niezła cwaniara. Raz ciągnęła w dół, raz do góry. Nie mogłam się z nią rozstać. Uzależniła mnie od siebie, przyzwyczaiła.
Czy ona w ogóle istnieje? Jestem tego pewna. Czy istnieje między kobietą a mężczyzną? Bzdura. Nie ma, nie istnieje. Sprawa wątpliwa. I to bardzo wątpliwa. Przyjaźń damsko-męska. To chyba jakiś dobry żart? Na początku są długie rozmowy i możliwość wygadania się. Są spotkania i wyjścia na miasto. Bingo! Przecież wszystko się układa i przyjaźń kwitnie. Chwilę później jest prezent, ale to tylko prezent urodzinowy, więc nic niepokojącego się nie dzieje. W sumie to jeden z najnormalniejszych ,,obowiązków” przyjacielskich. Są głupie żarty, wyzwiska i docinki. Pojawia się też miłość bratersko-siostrzana. Jest kontakt fizyczny, bo jak niby nie przytulić się do najlepszego przyjaciela kiedy łzy rozmywają  wodoodporny makijaż? Nagle jedna ze stron zdaje sobie sprawę, że razem z tą drugą zaczyna iść przez życie…

Wtedy powstaje uczucie, którego nie można kontrolować. Padają słowa, które nigdy nie powinny być wypowiedziane. Znajdujemy się w sytuacji, która nigdy nie powinna była się wydarzyć. Wtedy też pojawiają się gesty, które ranią. Całe przeżycie łamie nas na pół…

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Ludzie, przyjaźń, Uczucia, Życie

 

Uśmiech, przyszłość zapowiada się kwitnąco.

19 mar

Kilka dni i zawita do nas wiosna. Czuję, że już nadchodzi, mimo tego okropnego  deszczu i szarych chmur, które krążą nad głowami. Nawet kałuże powitałam dzisiaj z ogromnym uśmiechem, a spóźniony tramwaj uznałam za coś najnormalniejszego w świecie. No powiedzcie mi z ręką na sercu, kto, no kto przejmowałby się takimi pierdołami? Tylko ktoś szukający sztucznych problemów i tyle.

Zamykam oczy. Delikatne światło lampki oświetla pokój. Wybieram się w podróż. W podróż w czasie. Umiecie to sobie wyobrazić?
Otwieram drzwi. Na wielkim fotelu siedziała mała blondyneczka. Starała się wszystko zapamiętać, poznać. Dopiero uczyła się świata. Spoglądała w kierunku stołu, wokół niego siedziało kilkanaście osób. To był jej świat. No można do niego było dorzucić jeszcze zabawki i żelki, bo te ostatnie uwielbiała w szczególności.
Odwracam się. Niebieskooka dama trochę podrosła. Biegała po całym domu ze swoim pierwszym plecakiem w misie. Był duży. Wydawało jej się, że jest najogromniejszy na świecie. Wpakowała do niego wszystkie książki, zeszyty, przybory szkolne. W końcu zaczynała poważne życie pierwszoklasistki.
Siadam przy biurku. Ta mała słodka dziewczynka nagle stała się dziewczyną. Za nią już były pierwsze oceny, przyjaźnie, pierwsza uwaga w dzienniku. Wtedy złamane serce stawało się końcem świata. Czytała podręcznik od biologii, przecież na drugi dzień miał być sprawdzian. W głębi duszy miała tego wszystkiego dosyć. Okazało się, że świat to nie tylko zabawki, słodycze, że to nie tylko te kilkanaście osób. Cholernie się wtedy zawiodła. Jednak bunt nastolatki w końcu zaczął przechodzić.
Kładę się na łóżko. Świat zmówił się przeciwko niej. Gdy coś zaczynało się układać, to coś innego zaczynało się sypać. Starała się cieszyć każdym sukcesem. Miesiące i  lata mijały. Spoglądam na tę dziewczynę z zaciekawieniem. Ubrana była w długą sukienkę, szpilki. Wtedy przeżyła swój pierwszy bal. Za kilka miesięcy siedziała nad książkami. Odliczała dni do ostatniego egzaminu. W końcu przyszły wakacje. Zdała maturę, dostała się na studia i wyruszyła w podróż.
Otwieram oczy. Dorosłam. Mam na sobie wysokie buty i spódniczkę. Biegnę na tramwaj. Oczywiście znowu przyjechał przed czasem i znowu mi ucieknie. No cóż, spóźnię się na wykład. Wiersze Tuwima przykryte są stertami książek autorstwa różnych profesorów. Na biurku leżą żelki, już chyba zawsze będę je uwielbiać.

Czuję nadchodzącą wiosnę. Już nie mogę się jej doczekać. Z uśmiechem i ogromną chęcią patrzę na teraźniejszość i przyszłość, bo przecież nie da się żyć przeszłością…

 

Powrót do rzeczywistej rzeczywistości.

11 mar

Kolejny dzień, kolejna zmiana daty w kalendarzu . I dobrze. Niech życie idzie do przodu. Najgorsze jest stanie w miejscu. Stoisz, a w sumie w pewnym momencie zaczynasz się cofać, a czas i tak przecież nieubłaganie upływa. Dziwne, prawda? W sumie tak, ale w dzisiejszych czasach zatrzymanie się w jakimś punkcie życia jest chyba normą. Tylko dlaczego do cholery tak jest? Sama nie wiem. To chyba kolejne dziwactwo ,,współczesnych”.

Powroty są chyba najgorsze. Na myśli mam tutaj  te barbarzyńskie powroty do pędzącej rzeczywistości. Dlaczego są tak koszmarnie nieprzyjemne? Bo są powrotami i to powinno wystarczyć. No spróbujcie to sobie tylko wyobrazić. Nagle wracacie, zostawiacie chwile beztroskie za sobą, znowu musicie wpaść w wir obowiązków i pod żadnym pozorem nie wolno Wam zwalniać, bo inaczej pęd codzienności zaserwuje sobie kogoś z Was na podwieczorek, no ewentualnie kolację.
Wspomnieniami wracam do ostatnich dni. W sumie tylko kilkadziesiąt godzin dzieli mnie od wspominanej przeszłości. Pamiętam, że w samo południe, żeby zobaczyć Słońce musiałam spojrzeć się w górę, a już kilka godzin później łączyło się ono z domami, drzewami, polami. Za mną zostawiałam garść niewyobrażalnie dobrych chwil. W takich sytuacjach, paczkę chusteczek staram się mieć zawsze gdzieś w pobliżu, tak na wyciągnięcie rąk, bo przecież w każdej sekundzie może się przydać.  Trochę było mi smutno, trochę szkoda. Może nawet bardzo. Ale co ten żal mógł zmienić? No powiedzmy sobie otwarcie-nic. Trudno.

Naprawdę cholernie trudno coś porzucić i tak nagle wracać. Czym jest ta nasza porzucona zguba? Bo ja wiem. Nie wiem. Może być czymkolwiek lub kimkolwiek. Może być tylko… No czym?