RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘przeszłość’

Powtórka.

21 mar

Budzę się. Nie wierzę, zamykam oczy. Śpię dalej. Nie mogę, udaje. Przewracam się na drugi bok, wzdycham. Próbuję śnić. Nic z tego, wstaję.

Dzień jest idealny. Piękny, wymarzony. Dalej nie mogę uwierzyć. Próbuję uwierzyć. Znowu mi nie wychodzi. Jakoś pokracznie mi to idzie. A jednak!
Wspominam. Każde lato swojego życia przeżywam jeszcze raz. Wyciągam albumy. Rok, dwa, trzy… I jest! Lato  najobszerniejsze, które zawsze wspominam z ogromnym uśmiechem. Zdjęcia, kartki, zdjęcia, listy, zdjęcia, rozmowy, kartki pogięte, kartki naddarte, kartki podarte, zdjęcia przedarte, zdjęcia pogięte, zdjęcia popisane, zdjęcia niechciane, kartki zapomniane, słowa zapisane.
Obiecałam sobie, że takiego lata już nie przeżyję, bo było wyjątkowe i cudowne. Nie chcę niczego powtarzać.
I przyszło kolejne lato, a po nim następne. I wtedy wspominałam tamto lato. Wspominałam w rozmowach, na białych krzesłach, pod namiotem, przy Teatrze Polskim, 12 lipca. Było trochę łez, dużo śmiechu.
I później przyszła zima, więc to nie było już lato. Dlatego niczego przecież nie powtórzyłam, bo jeśli bym powtórzyła, to powtórzyłabym w lecie, nie w zimie. Chociaż tak naprawdę wszystko zostało powtórzone.

Po co było powtarzać? Może nie wiedziałam, że to jest  powtórka, może wtedy o tym nie myślałam. A może po prostu ponad wszystko chciałam poczuć jeszcze raz tamto lato, mimo że przecież była zima…

 

Wywracamy świat.

16 mar

Jeszcze kilka dni temu myślałam, że nadeszła wiosna. Słońce wychodziło zza chmur, mroźne powietrze ustąpiło miejsca ciepłemu podmuchowi wiatru. Wszystko tak szybko i tak nagle budziło się do życia. Z dnia na dzień świat się zmieniał. Bzdura! Kłamstwo! Magia prysła. Dosłownie wszystko poszło w cholerę. Nic się nie budziło i też nic się nie zmieniło. Jedynie promienie Słońca z trudem przebijają się przez kłęby chmur, więc jest jednak jakaś nadzieja…

Każdy z osobna ma jakieś swoje zasady. Takie zasady wewnętrzne, które zapewne sam sobie kiedyś tam wyznaczył. One mówią nam, że w tej sytuacji mamy zachować się tak, a w innej tak. Wiele rzeczy robimy odruchowo, ,,zgodnie ze swoim sumieniem”. Po prostu wiemy, że jeśli zrobimy inaczej, to nie będziemy sobą. Ma być tak, a nie inaczej i koniec, kropka! Tylko po co są te reguły? No po co? Ano po to, żeby ja łamać. Może niecodziennie, ale tak od czasu do czasu, żeby sobie to życie urozmaicić.
Największa głupota! Skoro wypracowaliśmy w sobie jakiś system postępowania, to niech nas nic nie kusi, żeby pod wpływem jakichkolwiek emocji i uczuć, nagle to wszystko zmieniać. Dlaczego? Bo w końcu zrobimy coś przeciwko sobie.
Często wywracamy swój świat ze względu na jakąś sytuację. A jeszcze częściej ze względu na uczucia. A najczęściej ze względu na daną osobę. Która opcja jest najgorsza? Chyba każda jest tak samo beznadziejna, bo w każdej będziemy łamać swoje zasady, które są w nas zakorzenione. I nagle zachciewa się nam wyrywać te korzenie, by za jakiś czas zdać sobie sprawę, że znowu trzeba je jednak zasypać ziemią.

Co później zostaje? Może być złość, a może być żal. Może też być nic. Może być też śmiech z własnej głupoty. A w końcu może pozostać jedynie piękne wspomnienie, bo w końcu nie ma co żałować tego, co już się wydarzyło. Ktoś mi ostatnio powiedział, że najważniejsze, to żyć w zgodzie z samym sobą! Coś w tym jest, ale często życie samo dyktuje nam warunki i musimy się z tym pogodzić, choć zauważyłam, że jak sami mamy możliwość rozdania kart, to tchórzymy, uciekamy i strach wyklucza nas z gry…

 

Uśmiech, przyszłość zapowiada się kwitnąco.

19 mar

Kilka dni i zawita do nas wiosna. Czuję, że już nadchodzi, mimo tego okropnego  deszczu i szarych chmur, które krążą nad głowami. Nawet kałuże powitałam dzisiaj z ogromnym uśmiechem, a spóźniony tramwaj uznałam za coś najnormalniejszego w świecie. No powiedzcie mi z ręką na sercu, kto, no kto przejmowałby się takimi pierdołami? Tylko ktoś szukający sztucznych problemów i tyle.

Zamykam oczy. Delikatne światło lampki oświetla pokój. Wybieram się w podróż. W podróż w czasie. Umiecie to sobie wyobrazić?
Otwieram drzwi. Na wielkim fotelu siedziała mała blondyneczka. Starała się wszystko zapamiętać, poznać. Dopiero uczyła się świata. Spoglądała w kierunku stołu, wokół niego siedziało kilkanaście osób. To był jej świat. No można do niego było dorzucić jeszcze zabawki i żelki, bo te ostatnie uwielbiała w szczególności.
Odwracam się. Niebieskooka dama trochę podrosła. Biegała po całym domu ze swoim pierwszym plecakiem w misie. Był duży. Wydawało jej się, że jest najogromniejszy na świecie. Wpakowała do niego wszystkie książki, zeszyty, przybory szkolne. W końcu zaczynała poważne życie pierwszoklasistki.
Siadam przy biurku. Ta mała słodka dziewczynka nagle stała się dziewczyną. Za nią już były pierwsze oceny, przyjaźnie, pierwsza uwaga w dzienniku. Wtedy złamane serce stawało się końcem świata. Czytała podręcznik od biologii, przecież na drugi dzień miał być sprawdzian. W głębi duszy miała tego wszystkiego dosyć. Okazało się, że świat to nie tylko zabawki, słodycze, że to nie tylko te kilkanaście osób. Cholernie się wtedy zawiodła. Jednak bunt nastolatki w końcu zaczął przechodzić.
Kładę się na łóżko. Świat zmówił się przeciwko niej. Gdy coś zaczynało się układać, to coś innego zaczynało się sypać. Starała się cieszyć każdym sukcesem. Miesiące i  lata mijały. Spoglądam na tę dziewczynę z zaciekawieniem. Ubrana była w długą sukienkę, szpilki. Wtedy przeżyła swój pierwszy bal. Za kilka miesięcy siedziała nad książkami. Odliczała dni do ostatniego egzaminu. W końcu przyszły wakacje. Zdała maturę, dostała się na studia i wyruszyła w podróż.
Otwieram oczy. Dorosłam. Mam na sobie wysokie buty i spódniczkę. Biegnę na tramwaj. Oczywiście znowu przyjechał przed czasem i znowu mi ucieknie. No cóż, spóźnię się na wykład. Wiersze Tuwima przykryte są stertami książek autorstwa różnych profesorów. Na biurku leżą żelki, już chyba zawsze będę je uwielbiać.

Czuję nadchodzącą wiosnę. Już nie mogę się jej doczekać. Z uśmiechem i ogromną chęcią patrzę na teraźniejszość i przyszłość, bo przecież nie da się żyć przeszłością…