RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Uczucia’

Najbardziej k… Kochają?

20 lis

Cześć, piszę właśnie do Ciebie. Nie udawaj, że nie wiesz. Chyba że po prostu nie chcesz wiedzieć? Na zewnątrz zimno, ale przyjemnie. Wewnątrz ciepło, trochę za ciepło. Wychodzę. Rozglądam się. Ciemno, nikogo wokół. Wracam do środka. Mam wrażenie, że czegoś szukam. Sama nie wiem czy cokolwiek znajdę…

Kiwnięcie głową. Jestem zdziwiona. Chodzi o mnie. Wychodzę, w sumie po raz kolejny. To jest przypadkowa rozmowa, przypadkowe spotkanie. Aż wydaje się to dziwne. Szukam dalej, jestem coraz bliżej zguby. Choć może tak naprawdę nigdy niczego nie zgubiłam?
Huśtawki są mało wygodne, ale nocne rozmowy na nich są naprawdę w porządku. Jest magicznie. Jest ciemno. Noc chce mi coś powiedzieć. Mówi, ale ustami drugiej osoby. Słabo Cię widzę. A Ty, jak mnie widzisz? W końcu ta sama wada. Mijają godziny. Warto wrócić do domu, jest już późno. Tej nocy wypowiedziałam tysiące słów. A może jeszcze więcej słów usłyszałam. A może wyszło ich tyle samo?
Mijają kolejne noce. Słów przybywa. Zaraz wyjdą ich miliony. Poznaję Ciebie. Poznaję? Nie. Po prostu tak mi się tylko wydaje. Wydaje mi się, że poznaję.
Jest! Nareszcie. Na zewnątrz zimno, ale przyjemnie. Głupi wiatr, łzy lecą jak opętane. Tak jedna po drugiej. Bez powodu, może trochę ze wzruszenia. Niebiesko-biała krata. I bam! Jestem szczęśliwa. Czuję ciepło, choć wokół zimno. Nie puszczam ciepła. Nie puszczam i już, ale w końcu przecież trzeba. Siadam. Mogłabym tak siedzieć do końca życia. Byłby problem jakby przyszła zima! O, są łabędzie. Kaczki też są. Wszystko jakoś tak szybko wokół się zmienia. Prawda, że szybko? Dla Ciebie też? Chyba tak, chyba dla Ciebie też.
Wyruszam w trasę. Przejeżdża obok mnie wóz strażacki. Strażacy są naprawdę dzielni. Podziwiam ich. Są bohaterami. Ciekawe kim chcieli być w dzieciństwie? Czy od zawsze ratowali ludzi? Czy będąc nastolatkami ratowali w wypadku autobusowym szesnaście osób? Czy robili kiedyś komuś zastrzyk? Czy zawsze byli tak niesamowici? Chyba tak. Na pewno tak.
Jadę dalej. Obok przejeżdża motor. Pędzi dość szybko. Jeszcze niedawno mówiłam, że na niego nie wsiądę. Mówiłam, że nie pojadę na motorze na wakacje. A jak jest naprawdę? Tak naprawdę, to bardzo o tym marzę. Chciałabym wtulić się w to ciepło i pędzić. Czuć jedynie wiatr. Czuć szybkość, czuć, że zatrzymuje się czas. Ale jeszcze nie jest na to czas. Jeszcze nie teraz. Przecież ciepło nie jest na to gotowe. Słyszałam te łzy i wiem, że jest za wcześnie.
Poboczem idzie chłopak. Niesie gitarę. Rozmarzyłam się. Wyobrażam sobie lato, ognisko, las i wodę. Trawa jest trochę mokra, ale jakie to ma znaczenie? Coś się ruszyło. Spoglądamy na wędki. Nie, na rybę jeszcze będziemy musieli poczekać. Śpiewamy, śmiejemy się. W lesie jest najlepiej. W lesie są wilki. Na początku pojawia się tylko jeden wilk. Później wokół niego pojawiają się trzy kolejne.
Staję na światłach. Przez pasy przebiega blondyn. Na ramieniu ma zarzuconą sportową torbę. Pewnie biegnie na trening. Może boks? Jest dobrze zbudowany, na pewno jest silny. Na pewno zawsze staje w obronie słabszych, w obronie bliskich. Na pewno nie da zrobić nikomu krzywdy. Imponuje mi.  Odpala papierosa. Z papierosem jakoś mu do twarzy, ale przecież mu tego nie krzyknę.
Wracam do domu. Biorę do ręki atlas świata. Upada. Upada obok moich stóp. Otwieram mapę. Duże fale, świeże powietrze. Stoimy obok siebie. Czuję ciepło. Jestem przy tym cieple bezpieczna. W powietrzu zapach tytoniu. Przecież to niezdrowe, choć temu ciepłu to pasuje. Ale przecież na głos tego nie powiem. Mimo że pali, przytulam się do ciepła. W sumie ten dym tak naprawdę mi nie przeszkadza. Trochę udaję, żeby pomóc ciepłu z tym skończyć. Nabieram powietrza do płuc. Widok jest niezwykły. Zobaczyliśmy zorzę polarną, nasze marzenie spełnione. Później podbijamy świat – Chiny, Toronto. Jestem szczęśliwa, czuję się bezpiecznie.
W końcu znaleźliśmy się na grających schodach. Woda rozbryzguje się o betonowy murek. Jest ciepło, niebo robi się pomarańczowe. To właśnie tam są najpiękniejsze zachody Słońca. Do tej pory każde z nas było tam na własną rękę, a teraz jesteśmy razem.
Bardzo chcę podbić świat. Ciepło nawet chciało to zrobić ze mną, przynajmniej tak mi obiecało. W ogóle to ciepło obiecało mi naprawdę wiele rzeczy. Prosiło mnie też o wiele rzeczy. Prosiło o zaufanie. Zaufałam.

Pisałam to właśnie do Ciebie. Nie udawaj, że nie wiesz. Chyba że po prostu nie chcesz wiedzieć? Byłeś moim bohaterem, jesteś anty bohaterem, a będziesz… A może łobuzem? Sam tego przecież chciałeś, bo łobuzy najbardziej k… Kłamią?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Ludzie, Uczucia, Życie

 

Powtórka.

21 mar

Budzę się. Nie wierzę, zamykam oczy. Śpię dalej. Nie mogę, udaje. Przewracam się na drugi bok, wzdycham. Próbuję śnić. Nic z tego, wstaję.

Dzień jest idealny. Piękny, wymarzony. Dalej nie mogę uwierzyć. Próbuję uwierzyć. Znowu mi nie wychodzi. Jakoś pokracznie mi to idzie. A jednak!
Wspominam. Każde lato swojego życia przeżywam jeszcze raz. Wyciągam albumy. Rok, dwa, trzy… I jest! Lato  najobszerniejsze, które zawsze wspominam z ogromnym uśmiechem. Zdjęcia, kartki, zdjęcia, listy, zdjęcia, rozmowy, kartki pogięte, kartki naddarte, kartki podarte, zdjęcia przedarte, zdjęcia pogięte, zdjęcia popisane, zdjęcia niechciane, kartki zapomniane, słowa zapisane.
Obiecałam sobie, że takiego lata już nie przeżyję, bo było wyjątkowe i cudowne. Nie chcę niczego powtarzać.
I przyszło kolejne lato, a po nim następne. I wtedy wspominałam tamto lato. Wspominałam w rozmowach, na białych krzesłach, pod namiotem, przy Teatrze Polskim, 12 lipca. Było trochę łez, dużo śmiechu.
I później przyszła zima, więc to nie było już lato. Dlatego niczego przecież nie powtórzyłam, bo jeśli bym powtórzyła, to powtórzyłabym w lecie, nie w zimie. Chociaż tak naprawdę wszystko zostało powtórzone.

Po co było powtarzać? Może nie wiedziałam, że to jest  powtórka, może wtedy o tym nie myślałam. A może po prostu ponad wszystko chciałam poczuć jeszcze raz tamto lato, mimo że przecież była zima…

 

Wywracamy świat.

16 mar

Jeszcze kilka dni temu myślałam, że nadeszła wiosna. Słońce wychodziło zza chmur, mroźne powietrze ustąpiło miejsca ciepłemu podmuchowi wiatru. Wszystko tak szybko i tak nagle budziło się do życia. Z dnia na dzień świat się zmieniał. Bzdura! Kłamstwo! Magia prysła. Dosłownie wszystko poszło w cholerę. Nic się nie budziło i też nic się nie zmieniło. Jedynie promienie Słońca z trudem przebijają się przez kłęby chmur, więc jest jednak jakaś nadzieja…

Każdy z osobna ma jakieś swoje zasady. Takie zasady wewnętrzne, które zapewne sam sobie kiedyś tam wyznaczył. One mówią nam, że w tej sytuacji mamy zachować się tak, a w innej tak. Wiele rzeczy robimy odruchowo, ,,zgodnie ze swoim sumieniem”. Po prostu wiemy, że jeśli zrobimy inaczej, to nie będziemy sobą. Ma być tak, a nie inaczej i koniec, kropka! Tylko po co są te reguły? No po co? Ano po to, żeby ja łamać. Może niecodziennie, ale tak od czasu do czasu, żeby sobie to życie urozmaicić.
Największa głupota! Skoro wypracowaliśmy w sobie jakiś system postępowania, to niech nas nic nie kusi, żeby pod wpływem jakichkolwiek emocji i uczuć, nagle to wszystko zmieniać. Dlaczego? Bo w końcu zrobimy coś przeciwko sobie.
Często wywracamy swój świat ze względu na jakąś sytuację. A jeszcze częściej ze względu na uczucia. A najczęściej ze względu na daną osobę. Która opcja jest najgorsza? Chyba każda jest tak samo beznadziejna, bo w każdej będziemy łamać swoje zasady, które są w nas zakorzenione. I nagle zachciewa się nam wyrywać te korzenie, by za jakiś czas zdać sobie sprawę, że znowu trzeba je jednak zasypać ziemią.

Co później zostaje? Może być złość, a może być żal. Może też być nic. Może być też śmiech z własnej głupoty. A w końcu może pozostać jedynie piękne wspomnienie, bo w końcu nie ma co żałować tego, co już się wydarzyło. Ktoś mi ostatnio powiedział, że najważniejsze, to żyć w zgodzie z samym sobą! Coś w tym jest, ale często życie samo dyktuje nam warunki i musimy się z tym pogodzić, choć zauważyłam, że jak sami mamy możliwość rozdania kart, to tchórzymy, uciekamy i strach wyklucza nas z gry…

 

Ilu ciekawych ludzi.

11 sie

Odwiedziłam wiele miejsc, minęłam się z milionem ludzi. Obok niektórych przeszłam obojętnie. Z innymi wymieniłam szczery uśmiech. Jeszcze na innych patrzyłam z politowaniem, bo przecież są pewne granice głupoty. Co z tego wszystkiego wyszło? W sumie nic…

Nieważne jakie emocje towarzyszyły mi podczas ,,spotkania” poszczególnych osób. Zostawmy je w spokoju, bo nie na nich dzisiaj się skupiam. Chodzi o to, że dopiero chyba tegoroczne wyjazdy uświadomiły mi ilu ludzi, ilu ciekawych ludzi żyje na tej kuli ziemskiej. Faktycznie, też mi błyskotliwe odkrycie. Byłam z niego zadowolona? A w cholerę z takim odkryciem. Byłam wtedy wkurzona, zła, wściekła, zawiedziona i smutna. Tak, najbardziej to byłam smutna i rozżalona. Wiem, wiem. Brzmi to co najmniej  jak jakieś szaleństwo, głupi żart albo cokolwiek idiotycznego.
Tylko chyba mało kto zdaje sobie sprawę, że gdzieś tam za oceanem, a może i nawet w pobliskiej wiosce czy mieście, żyją ludzie, którzy mogliby wnieść w nasze życie coś naprawdę dobrego i wartościowego. Mogliby, ale często tego nie robią, bo najzwyczajniej w świecie nie damy im na to szansy. Po prostu nigdy się z tymi osobami nie poznamy.

Codziennie mijamy się z niezliczoną liczbą ludzi, na niektórych nawet nie zerkniemy. W sumie to jest nie do pomyślenia, że tyle ciekawych, a może wręcz niesamowitych osób przechodzi obok nas. Najgorsze jest to, że nigdy nie zamienimy z nimi nawet słowa. Ta myśl jakoś mnie zasmuca…

 
Komentarze (29)

Napisane w kategorii Ludzie, Podróże, Uczucia, Życie

 

Tak jest najlepiej.

25 cze

Ludzie są wszędzie. I dobrze. Dobrze, że są. Jednych to wkurza, a inni są tym zachwyceni. Ile osób, tyle opinii, a ile opinii, to tyle osób. Nie ma w tym nic złego, prawda? Niektórzy z nas są do siebie mniej podobni, a inni porozumiewają się bez słów. I niby skąd to wszystko wynika? Chyba po prostu taki jest ten ludzki świat…

Czasem mam ochotę w danej osobie coś zmienić. Wydaje mi się to banalne, bo jak to możliwe, że dla kogoś dana rzecz będzie trudna do zrobienia, skoro dla mnie i dla innych osób z mojego otoczenia jest to coś najnormalniejszego w świecie.
Co w tym niemożliwego? Mówisz sobie, że chcesz coś w sobie wymienić i już. Łatwe. Szkoda, że w rzeczywistości trzeba do tego trochę więcej czasu.
Czasem wydaje mi się, że może lepiej nic w nikim nie zmieniać i pokochać to, co jest w nim tak idealnie nieidealne. W sumie czemu nie? To jest jakieś rozwiązanie. Tylko jest to rozwiązanie najprostsze, najmniej pracochłonne i nie do końca dobre.
Tak sobie myślę, że jednak trzeba coś w tym życiu ulepszać. Po to w sumie oddychamy, jemy i wydalamy, a w skrócie- żyjemy. Skoro tak, to do cholery, chyba wypadałoby choć trochę się wysilić? Ruszyć się z krzesła i zwyczajnie coś w sobie zmieniać. Może wziąć coś od innej osoby. Może wtedy sami ze sobą będziemy się lepiej czuć. Przecież warto próbować.
Wyjrzałam przez okno. Mężczyzna w czerwonym swetrze przebiegał przez pasy, pewnie na czerwonym świetle, ale co z tego. Może jest wspaniałym synem, który na Dzień Matki zawsze przygotowuje wspaniałe prezenty i piecze babeczki. Kobieta w czarnym płaszczyku rozmawiała przez telefon, nie patrzyła się na innych, do nikogo się nie uśmiechnęła, ale co z tego. Może właśnie miała gorszy dzień, może poważną rozmowę, a w zaciszu domowym jest najlepszą matką, która codziennie dba o swoje i dzieci, która je kocha i wychowuje najlepiej jak umie. A ta mała dziewczynka z dziurą w spodniach i rozklejającymi się trampkami. Pewnie jest jedną z najlepszych uczennic i zawsze wszystkim chętnie pomoże.

Jest co zmieniać. Nie wszystko jest takie złe, ale coś warto wymienić. Nie ma recepty jak zacząć, jak to robić, jak zakończyć. Każdy dla siebie jest swoją własną receptą. Niech tak pozostanie, tak jest najlepiej.

 
Komentarze (33)

Napisane w kategorii Ludzie, przyjaźń, Uczucia, Życie

 

Pozwala pozostać silnym.

14 cze

Moja historia rozpoczęła się wraz z hukiem petard, wznoszeniem toastów i składaniem sobie życzeń. I co z tego?  Nawet w najmniejszym stopniu mnie to nie obchodziło. Inni się bawili, szaleli i cieszyli nocą, a ja pchałam się na ten świat. I niby jeszcze miałam przejmować się innymi? Jeszcze czego! Przecież dopiero co złapałam swój pierwszy oddech, a wraz z nim wjechałam na pierwszy zakręt mojej życiowej drogi.

Każda historia jakoś się zaczyna i jakoś się kończy. W sumie wydaje mi się, że mniej ważny jest sam początek czy koniec. Większą wagę przywiązuję do środka. Dlaczego niby? Bo zazwyczaj jest on najobszerniejszy, najdłuższy, najcięższy i najbardziej nieprzewidywalny.
Jaki jest mój ,,środek”? Wyjątkowy. Nikt nigdy nie czuł tego wszystkiego jak ja, nikt nigdy nie przeżył mojej historii. Jednego dnia wydawała mi się być beznadziejna, najgorsza z możliwych, chciałam ją wymienić. W ogóle cały ten jej cholerny środek był do wymiany. Bo na co była mi taka historia, której nie można zaplanować, nie można choć w najmniejszym stopniu przewidzieć. Do tego dawała mi to, co było w niej najgorsze.  I niby gdzie była ta jej wyjątkowość?
Są takie rzeczy, które przejmują nad nami kontrolę, które zmuszają nas do myślenia, że bez nich nie potrafimy żyć. To kłamstwo, w które sami brniemy. Fakt, że nie można tak po prostu  ich zostawić i się ich pozbyć. To trwa dłużej. To zabiera czasu. Warto. W końcu coś zaczyna się zmieniać. Zaczyna zmieniać się mentalnie. ,,Środek” staje się inny. Mimo że bywa bolesny, to wciąż jest Twoją własnością. Jest spontaniczny i za to zaczyna się go kochać. Jest niepowtarzalny, pozwala pozostać silnym.
Słyszę pytania co robię za miesiąc albo za tydzień. Mam pewne plany, ale tak naprawdę są one bardziej zamiarami. Nie chcę niczego skrupulatnie planować i deklarować komuś, że za miesiąc zrobię to albo tamto. Nie wiem czy wtedy będę miała na to wystarczająco dużo energii, siły i chęci, by zrobić to dobrze. Po prostu wolę pozwolić rozwijać się sobie w danej chwili i do niczego się nie zmuszać tylko ze względu na to, że było to zaplanowane, zapisane w kalendarzu i zwyczajnie trzeba to wykonać.

Co do końca historii, to kiedyś on przyjdzie, ale do tego czasu trzeba żyć jej środkiem…

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Ludzie, Uczucia, Życie

 

Przyjaciel i przyjaciółka, czyli kombinacja (nie)idealna.

11 kwi

Są takie słowa, które nigdy nie powinny być wypowiedziane. Są takie sytuacje, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Są takie wydarzenia, które uczą nas wytrwałości. Są takie miejsca, które zapierają nam dech w piersiach. Są takie gesty, które ranią nas na zawsze. Są takie przeżycia, które łamią nas na pół. I są też uczucia… Są takie uczucia, których nie można kontrolować.

Momentami wydawała się być nadzwyczajna. W końcu zdałam sobie sprawę, że jest cholernie zwyczajna. Po porostu była normalna i właśnie takiej jej szukałam. Były momenty, w których nie potrafiłam w nią uwierzyć. Wtedy nienawidziłam ją całym sercem, wyzywałam od najgorszych. Chciałam usunąć ze swojego życia. Była niewdzięcznicą, zazdrośnicą i kłodą u nogi. Godziłyśmy się. Nie ufałam jej. Irytowała mnie. Denerwowała mnie. I była wierna, oddana, najlepsza i kochana. Po chwili znowu była z niej niezła cwaniara. Raz ciągnęła w dół, raz do góry. Nie mogłam się z nią rozstać. Uzależniła mnie od siebie, przyzwyczaiła.
Czy ona w ogóle istnieje? Jestem tego pewna. Czy istnieje między kobietą a mężczyzną? Bzdura. Nie ma, nie istnieje. Sprawa wątpliwa. I to bardzo wątpliwa. Przyjaźń damsko-męska. To chyba jakiś dobry żart? Na początku są długie rozmowy i możliwość wygadania się. Są spotkania i wyjścia na miasto. Bingo! Przecież wszystko się układa i przyjaźń kwitnie. Chwilę później jest prezent, ale to tylko prezent urodzinowy, więc nic niepokojącego się nie dzieje. W sumie to jeden z najnormalniejszych ,,obowiązków” przyjacielskich. Są głupie żarty, wyzwiska i docinki. Pojawia się też miłość bratersko-siostrzana. Jest kontakt fizyczny, bo jak niby nie przytulić się do najlepszego przyjaciela kiedy łzy rozmywają  wodoodporny makijaż? Nagle jedna ze stron zdaje sobie sprawę, że razem z tą drugą zaczyna iść przez życie…

Wtedy powstaje uczucie, którego nie można kontrolować. Padają słowa, które nigdy nie powinny być wypowiedziane. Znajdujemy się w sytuacji, która nigdy nie powinna była się wydarzyć. Wtedy też pojawiają się gesty, które ranią. Całe przeżycie łamie nas na pół…

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Ludzie, przyjaźń, Uczucia, Życie

 

Uśmiech, przyszłość zapowiada się kwitnąco.

19 mar

Kilka dni i zawita do nas wiosna. Czuję, że już nadchodzi, mimo tego okropnego  deszczu i szarych chmur, które krążą nad głowami. Nawet kałuże powitałam dzisiaj z ogromnym uśmiechem, a spóźniony tramwaj uznałam za coś najnormalniejszego w świecie. No powiedzcie mi z ręką na sercu, kto, no kto przejmowałby się takimi pierdołami? Tylko ktoś szukający sztucznych problemów i tyle.

Zamykam oczy. Delikatne światło lampki oświetla pokój. Wybieram się w podróż. W podróż w czasie. Umiecie to sobie wyobrazić?
Otwieram drzwi. Na wielkim fotelu siedziała mała blondyneczka. Starała się wszystko zapamiętać, poznać. Dopiero uczyła się świata. Spoglądała w kierunku stołu, wokół niego siedziało kilkanaście osób. To był jej świat. No można do niego było dorzucić jeszcze zabawki i żelki, bo te ostatnie uwielbiała w szczególności.
Odwracam się. Niebieskooka dama trochę podrosła. Biegała po całym domu ze swoim pierwszym plecakiem w misie. Był duży. Wydawało jej się, że jest najogromniejszy na świecie. Wpakowała do niego wszystkie książki, zeszyty, przybory szkolne. W końcu zaczynała poważne życie pierwszoklasistki.
Siadam przy biurku. Ta mała słodka dziewczynka nagle stała się dziewczyną. Za nią już były pierwsze oceny, przyjaźnie, pierwsza uwaga w dzienniku. Wtedy złamane serce stawało się końcem świata. Czytała podręcznik od biologii, przecież na drugi dzień miał być sprawdzian. W głębi duszy miała tego wszystkiego dosyć. Okazało się, że świat to nie tylko zabawki, słodycze, że to nie tylko te kilkanaście osób. Cholernie się wtedy zawiodła. Jednak bunt nastolatki w końcu zaczął przechodzić.
Kładę się na łóżko. Świat zmówił się przeciwko niej. Gdy coś zaczynało się układać, to coś innego zaczynało się sypać. Starała się cieszyć każdym sukcesem. Miesiące i  lata mijały. Spoglądam na tę dziewczynę z zaciekawieniem. Ubrana była w długą sukienkę, szpilki. Wtedy przeżyła swój pierwszy bal. Za kilka miesięcy siedziała nad książkami. Odliczała dni do ostatniego egzaminu. W końcu przyszły wakacje. Zdała maturę, dostała się na studia i wyruszyła w podróż.
Otwieram oczy. Dorosłam. Mam na sobie wysokie buty i spódniczkę. Biegnę na tramwaj. Oczywiście znowu przyjechał przed czasem i znowu mi ucieknie. No cóż, spóźnię się na wykład. Wiersze Tuwima przykryte są stertami książek autorstwa różnych profesorów. Na biurku leżą żelki, już chyba zawsze będę je uwielbiać.

Czuję nadchodzącą wiosnę. Już nie mogę się jej doczekać. Z uśmiechem i ogromną chęcią patrzę na teraźniejszość i przyszłość, bo przecież nie da się żyć przeszłością…

 

Powrót do rzeczywistej rzeczywistości.

11 mar

Kolejny dzień, kolejna zmiana daty w kalendarzu . I dobrze. Niech życie idzie do przodu. Najgorsze jest stanie w miejscu. Stoisz, a w sumie w pewnym momencie zaczynasz się cofać, a czas i tak przecież nieubłaganie upływa. Dziwne, prawda? W sumie tak, ale w dzisiejszych czasach zatrzymanie się w jakimś punkcie życia jest chyba normą. Tylko dlaczego do cholery tak jest? Sama nie wiem. To chyba kolejne dziwactwo ,,współczesnych”.

Powroty są chyba najgorsze. Na myśli mam tutaj  te barbarzyńskie powroty do pędzącej rzeczywistości. Dlaczego są tak koszmarnie nieprzyjemne? Bo są powrotami i to powinno wystarczyć. No spróbujcie to sobie tylko wyobrazić. Nagle wracacie, zostawiacie chwile beztroskie za sobą, znowu musicie wpaść w wir obowiązków i pod żadnym pozorem nie wolno Wam zwalniać, bo inaczej pęd codzienności zaserwuje sobie kogoś z Was na podwieczorek, no ewentualnie kolację.
Wspomnieniami wracam do ostatnich dni. W sumie tylko kilkadziesiąt godzin dzieli mnie od wspominanej przeszłości. Pamiętam, że w samo południe, żeby zobaczyć Słońce musiałam spojrzeć się w górę, a już kilka godzin później łączyło się ono z domami, drzewami, polami. Za mną zostawiałam garść niewyobrażalnie dobrych chwil. W takich sytuacjach, paczkę chusteczek staram się mieć zawsze gdzieś w pobliżu, tak na wyciągnięcie rąk, bo przecież w każdej sekundzie może się przydać.  Trochę było mi smutno, trochę szkoda. Może nawet bardzo. Ale co ten żal mógł zmienić? No powiedzmy sobie otwarcie-nic. Trudno.

Naprawdę cholernie trudno coś porzucić i tak nagle wracać. Czym jest ta nasza porzucona zguba? Bo ja wiem. Nie wiem. Może być czymkolwiek lub kimkolwiek. Może być tylko… No czym?

 

Zasadny nieznanie, zapomniane, które nie są zapisane.

15 lut

Kolejny poranek, trochę inny niż te ostatnie. Spokojniejszy, mniej nerwowy i taki zwyczajnie zwyczajny. Leżałam w idealnej ciszy. W duchu pomyślałam, że mam nad sobą całkiem fajny sufit. Przy okazji tych rozmyślań, wytarłam dłonią łzę, która nie wiedzieć czemu spływała po moim policzku. Miałam tak bardzo dość leżenia w łóżku, że wstałam bez najmniejszego problemu. Zresztą szkoda mi było marnować czasu…

Zasady. Brzmią ciekawie, intrygująco, tajemniczo, a w sumie to pospolicie. Każdy z nas powinien je mieć, a nawet się nimi kierować i posługiwać. Zapewne wielu z Was uważa, że to takie proste, oczywiste i w ogóle bułka z masłem. Niestety, przyszedł czas na rozczarowania. Obserwując ludzi, w najzwyklejszych sytuacjach dnia powszedniego, doszłam do wniosku, że część z nich nie przestrzega jakichkolwiek reguł współżycia społecznego. Nie wierzycie? No to chyba jednak zaraz się to zmieni.
To jest brak taktu, a może po prostu chamstwo, żeby iść ulicą, palić papierochy i kazać innym wdychać ten smród. Niech sobie palacze  żyją ze swoim nałogiem w odosobnieniu, ale mnie proszę w to nie mieszać. Zresztą nie jest to wyssany z palca zarzut. Wracam do domu. Pogoda, jak na tę porę roku, piękna. Piękny jednak nie był ,,zapach”, który dochodził do mnie z unoszącego się białego dymu. W końcu wyprzedziłam mężczyznę z fajką w dłoni, bo nie znoszę tego smrodu, więc co miałam się męczyć. Ku mojemu zdziwieniu, wspomniany przechodzień już po chwili znów szedł przede mną, bo tym razem, to on postanowił mnie wyprzedzić. Przecież ma do tego prawo, choć do dziś nie wiem czy chciał być w ten sposób dowcipny, czy zwyczajnie chamski.  I tak najważniejsze, że znowu mogłam ,,rozkoszować się” odorem jego fajek. To już jest chyba przesada i brak podstawowych zasad kultury.
Świat na papierosach jednak się nie kończy, bo jeśli by tak było, to chyba nie miałabym na tej ziemi dla siebie miejsca. Ale wróćmy do rzeczy. Jak to jest z tym ustępowaniem miejsca w pojazdach komunikacji miejskiej? Młodszy starszym, wszyscy kobiecie ciężarnej, panowie paniom?  W sumie to ostatnie chyba wychodzi z mody i brzmi przedpotopowo, bo tylko raz w życiu spotkałam się z sytuacją, w której mój rówieśnik odstąpił mi miejsce. Księżniczką nie jestem i prawdę mówiąc częściej stoję niż siedzę w tych zatłoczonych tramwajach czy autobusach, ale tamto wydarzenie pamiętam do dziś i uważam, że było to coś naprawdę  miłego.  No dobrze, ale koniec już moich opowieści z zielonego lasu, bo nie o tym miałam pisać. Ostatnio byłam świadkiem pewnego zajścia w tramwaju, które mimo swej zwyczajności jakoś mnie uderzyło. Do pojazdu wchodzi kobieta ciężarna. Sądząc po brzuchu była w dość zaawansowanej ciąży, w sumie rozwiązanie wisiało gdzieś w powietrzu, ale mniejsza o to. O dziwo, większość miejsc siedzących zajmowali gimnazjaliści, a w powiewach licealiści. Nikt nawet nie drgnął, żeby wstać, żeby ulżyć tej kobiecie. Wtedy ręce ostatecznie mi opadły…

Może jestem jakaś staroświecka? Może za bardzo przewrażliwiona? Możliwe. Tylko wydaje mi się, że dużo nie wymagam. Po prostu wydaje mi się, że jakieś minimum zasad dobrego wychowania każdy powinien w sobie mieć, a nawet się nimi posługiwać…